Dziś mamy dość deszczowy dzień we Wrocławiu. Ale to dobrze, bo ziemia jest sucha jak pieprz i rośliny ledwie zipią. Gorzej, że moja córcia jest właśnie w Karkonoszach na wycieczce a tam ma być ulewnie. Pewnie wróci przeziębiona ale szczęśliwa.
A pod jej nieobecność sfotografowałam glinianą sowią rodzinę, którą właśnie moja mała zrobiła (może nie taka mała, bo lat 10). Mama sowa i sowa-córeczka zawisły na naszym tarasie. Na sznureczkach dyndają im sowie nóżki. Miło mi się na nie patrzy.
W głowie mojej córeczki wszystko jest tak prosto poukładane - jeśli robi dwie rzeczy to będzie to mama i dziecko, jeśli zrobi lub rysuje więcej postaci to od razu będzie ich czworo jak w naszym domu. A najbardziej wzrusza mnie, że kiedy widzi dwa ptaszki czy dwa pieski to mówi - "Patrz, małżeństwo!". Oby jak najdłużej została w niej taka wiara w rodzinę!
Kochane, skończył się czas przeznaczony na moją rozdawajkę. Cieszę się, że wśród zapisanych pojawiły się zupełnie nowe osoby - gorąco Was witam i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej. Najgoręcej dziękuję tym, którzy są ze mną od zawsze. Każdy Wasz komentarz cieszy mnie ogromnie. Fajnie, że gdzieś tam jesteście i choć się nie widzimy, znamy się nie najgorzej. :)
Dziękuję też za wszystkie wspaniałe przepisy na warzywka - wypróbowuję je po kolei!
No ale do sedna! Moje wiosenne ogrodnicze niespodzianki powędrują do:
Ale przygotowałam też nagrodę pocieszajkę-niespodziankę. I ta powędruje do:
Bardzo Wam gratuluję i czekam na adresy wysyłkowe. Przyślijcie je na adres: aldikaldi@gmail.com
A tym, którym się nie udało powiem na pociechę, że za parę dni znów ogłoszę zabawę. :)