Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeróbki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeróbki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lutego 2016

Jak wykorzystać stare szuflady czyli łazienka retro


W naszej łazience jest sporo staroci. Stara komoda służy nam za szafkę i podtrzymuje umywalkę. Jej lustro - oddzielone od dołu  - wisi powyżej wzbogacone o lampki oświetlające użytkownika. Mamy też stare krzesło, którego siedzisko osobiście obiłam pasującą tkaniną.

A szufladki ze starej maszyny do szycia służą nam od lat za pojemniki na kosmetyki. Ja mam swój, a mąż swój. Taka szufladka świetnie pomaga w porządkowaniu rzeczy, łatwo ją przenieść w inne miejsce gdy jest taka potrzeba no i do tego - moim zdaniem - świetnie się prezentuje.









Wpadłam więc dziś na pomysł, by nie tylko pochwalić się tym zastosowaniem ale i poszukać w sieci, co jeszcze można zrobić ze starymi szufladami. Czego tu nie ma! Podnóżki, szafeczki i półeczki. Wypatrzyłam nawet jedną identyczną, jak moja - użytą jako pojemnik na butelki z kwiatami. Poniższe świetne pomysły pochodzą z Pinterest:














czwartek, 27 sierpnia 2015

Pojemniki na mydło w płynie i zaklęte w nich wspomnienia


Wspaniale jest mieć koło siebie drobiazgi, które przywodzą na myśl miłe wspomnienia. Nie muszą być piękne czy efektowne, ale ważne by od razu w naszej głowie zapalały te małą iskierkę z przeszłości. Taki wspominkowy element stanowią pojemniki na płyn do naczyń i mydło w płynie, które stoją na naszym kuchennym oknie.  A także ich podstawka.

Zacznę od podstawki. Kiedy byliśmy z naszymi znajomkami pierwszy raz w Toskanii, 8 lat temu, mieszkaliśmy w malutkiej wiosce. Było tam tylko kilka domów mieszkańców, kościółek, pizzeria oraz jeden stary kamienny dom z czterema mieszkaniami dla turystów. Z naszego tarasu rozciągał się wspaniały widok na pobliskie pagórki z sadami oliwnymi. Na każdym pagórku stało domostwo, a jedno z nich było opuszczone. Któregoś dnia postanowiliśmy urządzić tam piknik. Zabraliśmy prowianty i ścieżkami przez gaje, lasek i pola doszliśmy do tego domu. Był zrujnowany i obrośnięty jeżynami ale mimo to pięknie wyglądał wygrzany w słońcu. Zbudowany był z płaskich terrakotowych cegieł. Wzięłam jedną z nich na pamiątkę a znajomym (którzy byli wówczas na etapie projektowania swojego domu) poleciłam wziąć drugą jako kamień węgielny pod ich własny dom. Moja cegiełka służyła mi jako podstawka pod garnek, a do lat stoją na niej właśnie płyn i mydło. I zawsze, gdy patrzę na nią robi mi się ciepło na sercu.

Płyn do naczyń ulokował się w starym uszkodzonym włoskim kuflu z rycerzami. Kupiliśmy go z dziećmi dla tatusia w prezencie na pchlim targu. Wokół kufla podróżują złoci rycerze na eleganckich rumakach. Bardzo nam się podobał. Służył godnie pod piwko, ale któregoś dnia nasz syn wyciągał w pośpiechu toster z szafki i ten kufel spadł mu na ziemię. Stracił ucho i część górnego kręgu rycerzy. Było mi go żal wyrzucić i cieszę się, że pojemnik z płynem zmieścił się do niego. Kiedy na niego patrzę myślę o naszym synu, naszym "żywym srebrze" z jego całym potencjałem. I o tym, co z niego wyrośnie.

Najmniej wspomnień wiąże się z pojemnikiem glinianym. Zrobiłam go sama, żeby gdzieś ulokować mydło w płynie. Ale i on wywołuje zawsze te same myśli. A mianowicie, kiedy krzątam się przy zlewie i spojrzę na niego lub go użyję przychodzą mi do głowy nowe pomysły na wyroby z gliny.

W technikach pamięciowych jest taka metoda "rzymskiego pokoju" gdzie danemu przedmiotowi przypisuje się jakąś myśl, żeby zawsze o niej pamiętać. Mnie się to udało bezwiednie. Te trzy przedmioty nieodparcie przywodzą mi na myśl zawsze te same skojarzenia :)




poniedziałek, 11 maja 2015

W końcu - fotel w nowej tapicerce


Czasu nie było wiele, ale może właśnie dlatego udało się skończyć fotel. Znalazłam go kiedyś w rozpaczliwym stanie przy kontenerze na wielkogabarytowe odpady. Był w opłakanym stanie - wypłowiała tapicerka, zarwane stelaże, obdrapane podłokietniki. Pomyślałam, że to dobry  "model" na pierwsze próby tapicerowania. Zdarłam z niego całą powłokę, wywaliłam stare gąbki, wzmocniłam stelaż i otoczyłam nową gąbką. Stara aksamitna zasłona posłużyła za materiał tapicerski. 

A potem minęło pół roku bo nie mogłam znaleźć czasu na pobielenie drewnianych elementów. No i właśnie ostatnio się udało. Mąż pomógł mi całość osadzić i poskręcać (Tu się "pochwalę": w ferworze walki zasłoniłam materiałem dziurki po śrubach i musiałam pruć część dolnej poszewki, żeby je odnaleźć.). No i proszę -JEST i mam nadzieję, że trochę jeszcze z nami pobędzie. Stworzył też udany komplecik z podnóżkiem, kiedyś już odnowionym i obszytym tą samą tkaniną.





czwartek, 8 stycznia 2015

Nasza kuchenna szafa



Jest z nami od tylu lat, że jej nie dostrzegam. Od czasu do czasu jednak przypomni o sobie i wtedy widzę ją jakby od nowa. Nasza kuchenna szafa - kupiona w komisie za jakieś 200 zł. Stara szafa ubraniowa, która dzięki kilku półeczkom zmieniła się w szafę kuchenną na porcelanę. Moja mama znalazła i dokleiła do niej część brakujących elementów - nóżkę, górną listwę itp. (Początkowo kolory starego i nowego drewna różniły się, ale dziś wyglądają tak samo). Ja za pomocą zapałki moczonej w zielonej farbie domalowałam jej gałązki takie, jakie są na naszych roletach w kuchni. Ponieważ szafa jest dość niska, z czasem stawialiśmy na niej coraz więcej rzeczy - oliwy, wina, wazony. Kilka dni temu uporządkowałam to towarzystwo przy pomocy wiklinowego kosza i skrzynki po winie. W sezonie zimowym szafa ma jeszcze jedną rolę - zatykamy za jej listwy nadchodzące kartki z życzeniami.





środa, 8 stycznia 2014

Podnóżek na nowo



Wieki całe temu dostałam od mojej mamy podnóżek. Wypatrzyłyśmy go w sklepie z rzeczami "retro", a mama postanowiła podarować mi go na urodziny. Niestety lata biegły, dzieci go eksploatowały, pies w swych szczenięcych zapędach ostrzył na nim zęby i podnóżek mocno stracił na urodzie.

W końcu nadszedł jego czas i postanowiłam poddać go konserwacji. Po dłuższych poszukiwaniach odpowiedniej tkaniny, kupiłam w second handzie grubą czekoladową zasłonę i z niej uszyłam nowe podnóżkowe wdzianko. Wybieliłam też nogi, żeby wyglądał bardziej światowo. Chyba się udało.



poniedziałek, 11 lutego 2013

Kałamarz

Dostałam kałamarz. Nigdy wcześniej nie miałam własnego kałamarza. Jako dziecko nie potrzebowałam, a moje współczesne pióra świetnie sobie radzą bez tego archaicznego sprzętu. Trudno mi jednak było pozwolić mu zestarzeć się w jakiejś szafce. Jest wykonany z litego drewna, wewnątrz ma dwa szklane pojemniki z przykrywką. Sęk w tym, że był częściowo nasiąknięty atramentem. Nie udało mi się wywabić tych plam. Zamalowałam więc całość białą bejcą. Na to nałożyłam złotą farbę, a zagłębienia pod klapkami wypełniłam pomarańczową. Efekt całkiem, całkiem. Stoi sobie teraz na biurku i służy do przechowywania naboi do pióra oraz spinaczy biurowych.

czwartek, 29 listopada 2012

Drugie życie starych wieszaków

W mojej szafie walały się stare wieszaki, których uroda przeminęła jeszcze pewnie w PRLu. Żal było wyrzucić, ale pokazywać światu nie wypadało. Postanowiłam dać im ostatnią szansę i ubrać je w materiałowe wdzianka.


Najpierw okleiłam je kilkoma warstwami resztek miękkich materiałów. A dopiero na tę warstwę nałożyłam ostateczną tkaninę. Co tu dużo mówić, poświęciłam starą spódnicę, która i tak miała wylądować w koszu. Naszyłam jeszcze drobiazgi wycięte z resztek firanki i powstały całkiem niczego sobie wieszaczki.



Ich status od razu się poprawił - wiszą w pierwszym rzędzie szafy, a często i na zewnątrz wraz z ubraniem "na jutro". Serdecznie polecam - udało się uratować i wieszaki,  i materiały, które w innej sytuacji nie miałyby szans na przedłużenie żywota. Taka niewprawna krawcowa jak ja może zrobić dwa wieszaki w trakcie przeciętnego filmu telewizyjnego, więc przy odrobinie szczęścia i dostępie do surowców, można zaopatrzyć szafy swoje i rodziny w miesiąc. :)