Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 grudnia 2020

Pierwsze dekoracje


 

Na naszym osiedlu pojawiły się pierwsze świąteczne dekoracje. Każdego wieczora jest ich więcej. Widać już też drzewka czekające na swoją kolej na balkonach. W tym roku ten widok cieszy mnie i smuci jednocześnie. Smuci, bo wiem, że sporo osób spędzi w tym roku Święta inaczej niż zwykle. Pandemia pokrzyżowała tak wiele planów. Tylu bliskich nie będzie mogło się spotkać i razem celebrować tych wspaniałych chwil. A cieszę się, bo mimo to, mimo tego szaleństwa i przygnębienia, robimy wszystko, żeby te Święta tym bardziej były wspaniałe! Żeby nawet w węższym gronie, nawet w pojedynkę, nie zgubić ich magii!

Nie mamy wpływu na to, co przynosi los. Ale mamy na to, jaką naukę z tego wyciągniemy. Ja wierzę głęboko, że te Święta nauczą nas więcej niż każde inne. Docenimy relacje z bliskimi, docenimy świąteczną zawieruchę, kolejki w sklepach i zatłoczone kościoły w Pasterkę. Nastawiam się w tym roku na docenianie!

czwartek, 22 września 2016

Powrót


Trzy tygodnie minęły jak krótka chwila. Tak się bałam, czy wytrzymam tak długo bez rodziny i z samą sobą jako jedynym towarzystwem. Nie powiem, tęsknota za najbliższymi była dokuczliwa, ale i wartościowa. Dziś, dzięki temu,  z rozczuleniem robiłam kanapki do szkoły i pogwizdywałam przy wieszaniu prania.

Bardzo mi ten wyjazd dużo dał, jeśli chodzi o podejście do samej siebie. Dobrze mi było z własnymi myślami, dobrze z czasem wolnym, który sobie zagospodarowywałam według własnego uznania. Pod każdym względem podratowałam siebie. Okłady i inhalacje podreperowały ciało, a książki, filmy i rekolekcje - ducha.

Sporo też pozwiedzałam i zachęcam Was serdecznie do odwiedzenia Szczawnicy.

Po pierwsze dla jej rzek: wspaniałego potoku Grajcarek oraz majestatycznego Dunajca. W Grajcarku wygrzewają się pstrągi, nachalne kaczki proszą o jedzenie, a wczasowicze brodzą w chłodnej wodzie czy wręcz masują plecy siadając pod kaskadami wody. Dunajec wije się pełen gracji pomiędzy pięknymi górami, a na jego brzegu można spotkać kormorany i czarne bociany.






Szczawnica to także piękna architektura, spadziste dachy, ażurowe balustrady i dużo uroczych detali.








No i jeszcze ta okolica! Szlaki krótsze i dłuższe - Palenica, Bacówka pod Bereśnikiem z drogą krzyżową (Przy stacji VII były kwiaty. Żal za grzechy?), Biała Woda, Wąwóz Homole. Jest w czym wybierać!




 Miałam przedłużone wakacje tego roku. Naładowałam akumulatory i z radością zabieram się za codzienne sprawy!
 

piątek, 1 lipca 2016

Nauczycielka natura


Si ad na­turam vi­ves, num­quam eris pauper. (łac.)
"Jeśli będziesz żyć w zgodzie z na­turą,
nig­dy nie będziesz ubogi."

Seneka Młodszy

  • Spokojne dojrzewanie, 
  • akceptacja tego co niesie los, 
  • radość z każdego promyka słońca i z każdej kropli deszczu, 
  • cisza przed burzą i głośna radość o brzasku, 
  • zgoda na przemijanie,
  • umiejętność wypoczywania i nic nierobienia,
  • podejmowanie ciężkiego wysiłku by zbudować coś ważnego,
  • zgoda na życie w stadzie, które ma swoją hierarchię,
  • nie zamartwianie się tym co było lub tym co mogło by być,
  • troska o to, by wyglądać jak najpiękniej i cieszyć oko
To moja lista rzeczy, których chciałabym uczyć się od natury.
Czy dodałybyście coś jeszcze?








środa, 6 kwietnia 2016

Wiosenna lekcja pokory


W domu, ogrodzie, ale przede wszystkim - w sercu - zagościła wiosna. Co roku obserwacja tego, co dzieje się wokół, daje mi kolejną lekcję pokory.

Patrzę na rośliny, które tak pięknie rozkwitają i rozwijają pąki. Nawet te, które posadziłam w złym miejscu - zbyt mało słonecznym czy w złym sąsiedztwie. Czy narzekają? Czy obrażają się albo zrzucają swoje niepowodzenia na złe warunki? Nie. Wiedzą, że liczy się "tu" i "teraz". Że muszą zrobić co w ich mocy, by pomimo złych warunków przynieść dobre owoce. By wyglądać pięknie i szlachetnie, nawet jeśli nikt tego nie doceni.

Ptaszki przenoszą gałązki z miejsca na miejsce. Nie filozofują, na co im to. Nie szukają pomocy, nie odkładają roboty na później. Wiedzą, że mają do wypełnienia ważne zadanie. I choć spracowane, znajdują jeszcze czas na piękne trele i umilanie innym życia.

Dziś pada, ale na moim ogródku zwierzęca krzątanina trwa w najlepsze. Nikt się zbytnio nie przejmuje, że zmoknie. Dziś jest najważniejszy dzień dla tych wszystkich stworzonek. Mają tylko tę obecną chwilę i na tym się skupiają. Robią, co mogą, by ją jak najlepiej wykorzystać.

A my? My zawsze jesteśmy gdzieś "wczoraj" lub gdzieś "jutro". We "wczoraj" taplamy się i rozpatrujemy swoje nieszczęścia szukając w nich przyczyny naszej obecnej biedy. A na "jutro" odkładamy te wszystkie marzenia i plany, które mają nam pomóc zmienić tę obecną sytuację.

A co z "dzisiaj"? Czy dziś umilam komuś życie? Czy dziś buduję coś ważnego? Czy dziś robię co mogę, by ten dzień zapisał się w mojej historii złotym atramentem?










wtorek, 23 lutego 2016

Dla zdrowia, urody i przyjemności


Dlaczego by tak nie zrobić sobie raz dziennie małego domowego turnusu psychosomatycznego? Takich trzydziestu minut dla duszy i ciała, które przecież - wiadomo - funkcjonują w połączeniu i wpływają na siebie wzajemnie. Dobra herbata, pyszna kawa czy zdrowy koktajl w połączeniu z słuchaniem muzyki, ciekawą lekturą czy po prostu puszczeniem wodzy wyobraźni pozwolą nam się fantastycznie zregenerować.

Mój dzisiejszy turnus to pyszny koktajl green smoothie połączony z książkami o tym, jak zrobić coś z niczego. Koktajl robi się w trzy minuty, wystarczy zmiksować razem duże opakowanie jogurtu naturalnego lub maślanki, dwa banany i paczkę szpinaku (latem może być zamrożony). Po chwili mamy kilka szklanek pysznego i pożywnego koktajlu. Bardzo polecam.

A jeśli macie swoje własne recepty na chwilę relaksu w domowym zaciszu, zapraszam do podzielenia się. Czasem trudno jest samemu wpaść na to, co bywa w zasięgu ręki.



środa, 2 września 2015

Coś się kończy, coś się zaczyna

  
Hej ho, hej ho - do szkoły by się szło! Nie widziałam dziś szczególnego entuzjazmu ani podskoków u moich dzieci, kiedy pakowały buty i śniadaniówki, żeby iść do "budy". A i u mnie pojawił się lekki smutek. Ech, żal tych wakacji, tak szybko przeleciały! Jak zawsze, zamiast myśleć o tym, co udało się zrobić i zobaczyć, podsumowuję plany i obietnice, których spełnić się nie udało. Miało być więcej czytania, czas na przepikowanie patchworku, czas na pogaduchy na kocyku i drzemkę w hamaku. 

Ale - z drugiej strony - czy to nie piękna wizja: jesienne pogaduchy przy rozpalonym kominku, pikowanie ciepłego patchworku w zimowy wieczór i ciepłe kakao przy zapadającym szybko zmierzchu? 

Mam takie postanowienie na tę jesień - zwolnić i dać się otulić codzienności. Postaram się bardziej wsłuchać w samą siebie i cieszyć się z tego, co daje chwila.
- Chcę usiąść na chwilę przy schodach bo pada tam promień słońca? Zrobię to!
- Czuję, że oczy mi się kleją? Pozwolę sobie na popołudniową drzemkę, nawet jeśli w zlewie leży sterta brudnych talerzy!
- Widzę mądrą twarz w tłumie? Uśmiechnę się do niej!
- Czuję, że książka mnie męczy i wysysa ze mnie dobre myśli? Powiem jej "dość" i sięgnę po inną!
- Nie będę czekać na "przyszłe święta", "najbliższy wolny weekend" czy "lepszą pogodę". 
Tu i teraz - na tym się skupię!

Kochane, niech ten dzień, ten miesiąc, ta jesień będą dla nas najlepszym momentem na budowanie tego, co dobre!

wtorek, 11 sierpnia 2015

Trawsko w starym saganie


W piwnicy mojej babci od zawsze stał wielki kamionkowy sagan. Jeszcze jako dziecko podziwiałam go podczas buszowania w babcinych skarbach. Ma z metr wysokości i obwiązany jest pod uszami grubym drutem. To chyba mój świętej pamięci dziadek zabezpieczył go przed pęknięciem.

Kilka lat temu babcia ofiarowała mi go, a ja w tym roku wystawiłam go na honorowe miejsce przy ścieżce prowadzącej do domu. Obsadziłam go różnymi gatunkami traw, które pięknie się prezentują w takim starym naczyniu.

Jakie to dziwne - dziadka już z nami nie ma, ale jego precyzyjne druciane zakrętasy zostały. I przypominają mi o jego niesamowitej zaradności. O tym, jak w czasach gdy nic nie było w sklepach, robił dla mnie klej z mąki. O tym, jak ciął rowerową dętkę, żebym miała gumki do moich grubych warkoczy. Jak wycinał z wykładziny wkładki do butów. Najukochańszy dziadziuś, który zawsze miał czas i cierpliwość do zabaw z niesforną wnuczką. Ciągle jest żywy w mojej pamięci.

Babcia jest z nami. Drobna kruszynka, która jak tylko wpadam do niej z dziećmi (czyli prawnukami) krząta się po kuchni, żeby nam nakroić kiełbaski czy szyneczki. Ciągle mnie karmi, choć mam już tyle lat! Cudownie jest mieć babcię!

To miał być post o trawie, a wyszedł o życiu. Nigdy nie wiadomo, kiedy człowieka napotka filozofia.









czwartek, 29 stycznia 2015

Przestawianie w kuchni


 Lubię coś poprzestawiać. Wiem, że nie tylko ja! Na niektóre blogi zaglądam od tak dawna, że rozpoznaję kiedy dany mebel czy szczegół znalazł się w innym miejscu. Czy też macie takie uczucie świerzbienia i niecierpliwości ? Też czujecie, że coś byście zmieniły? U mnie to uczucie jest mocno dotkliwe, bo walczy z innym - a mianowicie z przywiązaniem. Kiedy zaaranżuję sobie jakiś kącik i spodoba mi się ten układ, zakochuję się w nim i ciężko mi z niego zrezygnować. Choćby nowy miał być równie miły. Boję się też, że mogę zapomnieć jak to wyglądało przed zmianą. Może prowadzić sobie jakąś archiwizację fotograficzną, żeby cieszyć się nadal tymi pomysłami z przeszłości? Sama nie wiem.





poniedziałek, 15 grudnia 2014

Domowe ciepełko



Nie chce nam się wychodzić z domu. Od kilku dni we Wrocławiu pada. Siedzimy w domu i udajemy, że nas nie ma. Zwierzaki leżą i ziewają. Ogienek trzaska w naszej kozie. Dywanik kusi, żeby się na nim rozłożyć z gazetami. W takich chwilach człowiek zastanawia się, czy nie warto by już było przejść na emeryturę :)





czwartek, 9 października 2014

Czas wielkich planów



Kilka razy do roku mam taki wyrzut energii w zakresie planowania. Otwieram wtedy wszystkie możliwe książki (dla inspiracji), notesy (dla snucia planów) i internet (żeby zobaczyć jak co się robi). Potem notuję, wymyślam, zapalam się a następnie.... mija tydzień, dwa, cztery i nic się nie dzieje. Zdarza mi się nawet przepisywać pomysły i plany żywcem z "ubiegłorocznego notesu".
Bardzo bym chciała to zmienić. Jak sobie radzicie z tym trudnym momentem, kiedy trzeba zakasać rękawy i zacząć wcielać w życie swoje pomysły? Co Was najbardziej motywuje? Proszę, poradźcie coś, bo z tym u mnie bardzo kiepsko!

piątek, 6 czerwca 2014

W pędzie nie dostrzegamy cudów



Przyjrzałam się małemu pączkowi, który niechcący zaplątał się do bukietu. Jaki piękny! Ale że mały, a ja w ciągłym pędzie, prawie go przeoczyłam. Szkoda, że tak mało czasu na dostrzeganie cudów dookoła. Co roku przyglądam się pięknym kwiatom kasztanowca. Każdy z nich to miniaturowa orchidea. Zbyt mała, żeby zyskać zachwyt przechodniów. Szkoda :(