Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dekoracje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 marca 2021

Kolory na przedwiośnie

 Dziś zafundowałam sobie terapię kolorem. Jest początek marca. Ciężkie chmury wiszą nad Wrocławiem. Nie wiadomo czy to smog czy mgła, ale pozytywnie nie nastraja. Rano padał śnieg z deszczem. Wstawało się jak po grudzie. Gdyby nie kawa...

Ale potem pojechałam do sklepu i zobaczyłam przepiękne budki lęgowe. Wyglądały jak małe domki kempingowe, każda inna. Od razu zrobiło mi się weselej i choć na ogrodzie mamy już cztery, stwierdziłam, że piątą też na pewno gdzieś wciśniemy. A wracając do domu zahaczyłam jeszcze o ogrodniczy i kupiłam kilka bratków i prymulkę. 

I teraz stoi sobie takie oto cudo na kuchennym stole. Niech postoi parę godzin i nacieszy oko, zanim się to to rozejdzie po ogrodzie.

Koloroterapia!


 

sobota, 12 grudnia 2020

Pierwsze dekoracje


 

Na naszym osiedlu pojawiły się pierwsze świąteczne dekoracje. Każdego wieczora jest ich więcej. Widać już też drzewka czekające na swoją kolej na balkonach. W tym roku ten widok cieszy mnie i smuci jednocześnie. Smuci, bo wiem, że sporo osób spędzi w tym roku Święta inaczej niż zwykle. Pandemia pokrzyżowała tak wiele planów. Tylu bliskich nie będzie mogło się spotkać i razem celebrować tych wspaniałych chwil. A cieszę się, bo mimo to, mimo tego szaleństwa i przygnębienia, robimy wszystko, żeby te Święta tym bardziej były wspaniałe! Żeby nawet w węższym gronie, nawet w pojedynkę, nie zgubić ich magii!

Nie mamy wpływu na to, co przynosi los. Ale mamy na to, jaką naukę z tego wyciągniemy. Ja wierzę głęboko, że te Święta nauczą nas więcej niż każde inne. Docenimy relacje z bliskimi, docenimy świąteczną zawieruchę, kolejki w sklepach i zatłoczone kościoły w Pasterkę. Nastawiam się w tym roku na docenianie!

czwartek, 23 marca 2017

A gdyby tak w dżinsie?


Ludzka kreatywność wciąż mnie zdumiewa! Ostatnio przeczesywałam internet w poszukiwaniu pomysłu na ozdobienie dżinsów córki i przy okazji trafiłam na mnóstwo genialnych sposobów na wykorzystanie starych spodni. 

Zobaczcie, jakie niesamowite rzeczy powstają z resztek (wszystkie zdjęcia pochodzą z Pinterest).
Pamiętam, jak w czasach PRL moja mama z dżinsów pociętych w pasy szyła kurtki dżinsowe tzw. katany. Dziś pewnie byłyby warte fortunę, bo przecież każda jedna to unikat!

A czy Wam zdarzyło się wykorzystać stare dżinsy? Powiedzcie, co można z nimi zrobić, bo wyrzucać faktycznie żal.













sobota, 18 marca 2017

Tulipanami wiosna się zaczyna


Nie mogłam się powstrzymać i sfotografowałam wszystkie tulipany, jakie mam dziś w domu. Część przetrwała jeszcze z Dnia Kobiet, część dostałam w podzięce, a dziś mąż wrócił z zakupów ze świeżym pęczkiem. Co za cudne kwiaty! Nie można myśleć o smutnych rzeczach, kiedy się na nie patrzy!

Wręcz przeciwnie - od razu uruchamiają się same miłe skojarzenia - wiosna, ogród, ławeczka, miłość, starszy pan w eleganckim płaszczu, wnętrze kwiaciarni, motyle.

Ech, mimo mojego żalu w kwestii kwiatów ciętych, muszę przyznać - bardzo cieszą mnie te tulipanki!

Życzę Wam wspaniałego (mimo deszczu) weekendu!







sobota, 12 listopada 2016

Jesienne wianki



Wymieniłam dekorację na drzwiach na coś bardziej jesiennego. Do pomarańczowych kuleczek z giełdy kwiatowej i jutowych kokardek z Pepco, dołączyłam jeszcze małą kurkę ze sklepu dla fanów docoupage. Złapałam się na tym, że robiąc ten wianek błądziłam myślami wokół bombek i reniferków. Czyli jednym słowem Boże Narodzenie już chodzi mi po głowie.


Czy macie swój ulubiony patent na jesienne dekoracje? Jak ozdabiacie dom, kiedy za oknem słota a o 16:00 robi się ciemno? Ja lubię zapalić kominek, rzucić w kuchni kilka kolorowych poduszek i radosny obrus, a w salonie spiętrzyć ciepłe koce i zapalić lampki choinkowe umieszczone w gąsiorze na wino. Chętnie posłucham Waszych podpowiedzi, jak jeszcze ocieplić sobie ten niełatwy czas.

Tymczasem, poniżej wiele pięknych wianków z Pinterest.















czwartek, 10 listopada 2016

Czarujące miechunki



Mocno się obawiałam, że w tym roku miechunek nie będzie w naszym domu. A przecież te cienkie jak bibułka i kolorowe jak wnętrze wulkanu lampioniki są nieodłączną częścią jesiennych dekoracji. Niestety, przez cały październik lały deszcze i wyglądało na to, że wszystko zepsuje się na krzakach. Zerwałam te, które wyglądały najlepiej i suszyłam je w domu suszarką. Niewiele się tego uratowało, może kilkanaście sztuk. No, ale najważniejsze że są.

Tu, w kompozycji razem ze świecami od męża, paterą od św. Mikołaja :)  i kulami ozdobnymi, jakie w zeszłym roku wygrałam w Arkadii Kobiet. Mały pomarańczowy płomyk jesieni na przedpokojowej szafce!



środa, 2 listopada 2016

Ulotne cuda


Pamiętacie tę jesienną ekscytację z dzieciństwa, gdy szło się zbierać kasztany i żołędzie? A także kolorowe listki do suszenia? Każdy kolejny wydawał się jeszcze piękniejszy od poprzednich. I tak ciężko było wybrać, które zostawić do suszenia a które wyrzucić. Zdarza mi się czasami, gdy przeglądam moje książki z dzieciństwa, że na kolana wypadnie mi taki ususzony listek lub kwiat. Tyle lat, a ciągle zachwyca!

Teraz, choć lat mi przybyło, ręce nadal rwą się do zbierania liści i gałązek. Trudno wyobrazić sobie powrót z jesiennego spaceru bez czegoś pięknego do dekoracji domu.
To niesamowite, że natura tworzy takie cuda ot tak na chwilę, byle do najbliższego wiatru, byle uradować przechodnia czy dwóch!






poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Lampka self-made + pierwsza próba z farbą kredową


Odważyłam się! Na razie na małej formie, ale i tak jestem z siebie dumna. Ze dwa miesiące temu, jak nie więcej kupiłam pierwszą puszkę farby kredowej. Obiektem zmiany miała być komoda w sypialni. Niestety, im więcej czasu mijało, tym bardziej zaczynałam wątpić czy to dobry pomysł. Bałam się ryzyka. Wczoraj wpadłam na pomysł, że można spróbować popracować z tą farbą na czymś mniejszym i tym samym ewentualnie "popsuć" coś, na czym mniej mi zależy.

I tak, niemal z resztek, powstała miętowa lampka. Niemal z resztek, bo klosze kupiłam już bardzo dawno temu, ale mi do czegoś tam nie pasowały i sobie samotnie leżały. Podstawę lampy zrobiłam kilka lat temu z gliny, ale z biegiem czasu dziwnie się odbarwiła i nie mogłam jej używać. A oprawkę z żarówką i kabelkiem ocaliłam z połamanej lampy dziecka, która szła na wyrzucenie.


I tak oto powstała baaaaardzo niedroga, ręcznie robiona lampka z miętową farbą kredową na wierzchu. Jak to mówiła moja pani z fizyki (po rozpisaniu wzoru na dwóch tablicach, he, he) - Ot, i cała filozofia!