sobota, 27 sierpnia 2016

Udanego ostatniego weekendu wakacji!


Ostatni weekend wakacji! No proszę, znów minęło jak mgnienie oka. U nas to pierwszy weekend, gdy jesteśmy w komplecie i we własnym domu. Tak albo gdzieś przebywaliśmy całą rodziną, albo brakowało któregoś z dzieci. Będziemy zatem prać, grzebać w ogródku, grillować, leniuchować i kłócić się jak to często bywa przy podziale obowiązków. Ale będziemy to robić r-a-z-e-m i u s-i-e-b-i-e, a to najważniejsze.

Lubię schyłek lata: nawłocie, ciepłe ścielące się po trawach światło, chłodnawe i mgliste poranki, pająki przędące pajęczyny jak opętane. No i oczywiście owoce, kompoty i powidła. Ech, piękny to moment we wszechświecie!

Życzę Wam cudownie spędzonego weekendu! Żeby każda z Was znalazła chwilę na to, co ją ucieszy i napełni subtelnym szczęściem i spełnieniem. A ja lecę właśnie pokiziać trochę mojego kota, który leży na plamie słońca i pokazuje brzuszek. On już wie, jak cieszyć się tym dniem. :)

środa, 24 sierpnia 2016

Candy dla szyjących i początkujących


Lato w pełni a ja już myślę o jesiennych wieczorach. A myślę o nich, bo weszłam w posiadanie dużej liczby nici, guzików i tkanin. Wszystko za sprawą moich przyjaciół, których świętej pamięci mama-krawcowa pozostawiła po sobie cały magazyn wspaniałych rzeczy. Dostałam ich bardzo dużo, więc chętnie się podzielę. Wśród chętnych wylosuję trzy osoby, do których powędrują pakiety krawieckie składające się z wielu nici w różnych kolorach oraz guzików. Do tego dołożę także po kuponie materiału. Przed wysyłką skontaktuję się ze zwycięzcami, żeby ustalić, jakich kolorów najbardziej potrzebują.

A zatem czekam na Wasze zgłoszenia do końca września. Wraz z  chęcią udziału w zabawie, napiszcie proszę w komentarzu także, co lubicie szyć albo jakie szyjątka lubicie dostawać. Osoby posiadające blogi proszę o zamieszczenie u siebie powyższego baneru wraz z linkiem do mnie. A anonimki, tradycyjnie poproszę o zostawienie swojego adresu e-mail.

Powodzenia! Już się cieszę na Wasze komentarze. Mam nadzieję znaleźć w nich wiele inspiracji na "szyciowe" jesienne wieczory.

środa, 10 sierpnia 2016

Garść wspomnień z wakacji

Jestem. Miło było wrócić do domu po cudnych dwóch tygodniach wojaży. Oczywiście, jak to po urlopie (i remoncie, który właśnie się skończył) - bez większych efektów próbuję odnaleźć się w codziennej rzeczywistości. Siadłam też w końcu do komputera, by przejrzeć zdjęcia i podzielić się choć kilkoma wspomnieniami.

Przez pierwszy tydzień urlopu wraz z sześcioma innymi rodzinami naszych przyjaciół byliśmy w Toskanii. Było bardzo gorąco i całe nasze stado dzieciaków najchętniej siedziałoby tylko w basenie ewentualnie tuż przy nim. Na szczęście udało się wyrwać na kilka popołudniowych wycieczek w teren. W tym roku nastawiliśmy się na mniejsze miasteczka. Te duże, Florencję, Sienę czy Pizę mieliśmy okazję zwiedzić już wcześniej i choć są piękne i niesamowite, trudno w nich poczuć toskańskiego ducha, bo nie widać go zza tłumu turystów. Dlatego w tym roku szukaliśmy bardziej ustronnych miejsc. Byliśmy w Volterze (też dużo ludzi, ale i tak warto), która leży wśród przepięknych małych pagórków na wysokiej górze, do której jedzie się serpentyną dróg. Słynie ze swoich ceglastych budowli i warsztatów wyrabiających rozmaite cuda z alabastru.






Potem było malutkie miasteczko Bolgheri, do którego wiedzie szosa wysadzana wysokimi cyprysami. W miasteczku i okolicach pełno jest winiarni, gdzie można posmakować znakomitych win. Piękne, zadbane uliczki i domostwa wygrzane są w słońcu, a z murów miasta roztacza się piękny widok na okolicę.






Było też miasteczko Vinci, gdzie urodził się Leonardo. Można tam zwiedzić jego dom oraz muzeum, gdzie odtworzono machiny, które konstruował. Dopiero te prototypy oraz filmy pokazujące, jak działają dają obraz geniuszu tego człowieka. Niesamowite, jak wiele rozwiązań potrafił opracować!
I jeszcze jedno cudne miasteczko - Suvereno. Tysiącletnie, kamienne, gdzie na ulicy przysiadają osobno panie osobno panowie by poplotkować. A na jednej z uliczek odbywały się czyjeś urodziny - ludzie wynieśli z domów krzesła, postawili je na ulicy i razem coś spożywali.



Kolejny tydzień, już sami, spędziliśmy w austriackim Tyrolu. Co za piękne miejsce! Nie mówię tylko o niesamowitych górach i szmaragdowych jeziorkach. O cudnych rwących potokach i krowach nieustannie podzwaniających swoimi dzwonkami. Ale także o pięknie utrzymanych domach, w jednolitym górskim stylu, które wręcz toną w kwiatach. O czyściutkich miasteczkach i ludziach popijających lokalne piwo przy wtórze lokalnych kapeli i orkiestr.






Byliśmy tam w pięknym, górzystym parku dzikiej przyrody, gdzie przechadzały się całe stada jeleni, danieli, kóz i kozic a także rozmaite ptactwo.


Zwiedziliśmy Salzburg i znajdujące się tam Muzeum Historii Naturalnej oraz bardzo ciekawe muzeum kryształów Svarowskiego w Wattens, które bardziej przypominało krainę królowej lodu niż muzeum.


Chodziliśmy też na długie spacery w góry, a nawet na kilka górskich wycieczek, które mimo początkowego marudzenia dzieciaków okazały się bardzo udane. Na pewno tam jeszcze kiedyś wrócimy.


Bardzo się cieszę z tego wyjazdu. Przywiozłam tyle wspomnień i inspiracji. Tyle miłych chwil do zapamiętania na zawsze. Jak to dobrze, że świat oferuje nam tyle różnorodnych doznań. Jak to wspaniale, że mamy zmysły, które pozwalają nam je odbierać!

czwartek, 28 lipca 2016

Pocztówka z Toskanii

Kochane!

Przesyłam Wam gorące wakacyjne pozdrowienia z Toskanii (tak, wiem, nie pierwszy to raz!). Włochy to wspaniała mieszanka pięknych widoków, estetycznych detali, smakowitych potraw, uśmiechniętych ludzi i łagodnej pogody. Po powrocie podzielę się fotkami. Tymczasem ściskam Was serdecznie i życzę cudownych wakacji!

Aldona

P.S. Liczę na to, że ocieplenie klimatu i rosnący optymizm Polaków sprawią, że wkrótce sami będziemy mieszkać w takim radosnym kraju.

piątek, 1 lipca 2016

Nauczycielka natura


Si ad na­turam vi­ves, num­quam eris pauper. (łac.)
"Jeśli będziesz żyć w zgodzie z na­turą,
nig­dy nie będziesz ubogi."

Seneka Młodszy

  • Spokojne dojrzewanie, 
  • akceptacja tego co niesie los, 
  • radość z każdego promyka słońca i z każdej kropli deszczu, 
  • cisza przed burzą i głośna radość o brzasku, 
  • zgoda na przemijanie,
  • umiejętność wypoczywania i nic nierobienia,
  • podejmowanie ciężkiego wysiłku by zbudować coś ważnego,
  • zgoda na życie w stadzie, które ma swoją hierarchię,
  • nie zamartwianie się tym co było lub tym co mogło by być,
  • troska o to, by wyglądać jak najpiękniej i cieszyć oko
To moja lista rzeczy, których chciałabym uczyć się od natury.
Czy dodałybyście coś jeszcze?








poniedziałek, 27 czerwca 2016

Kojące piękno


Nasz remont chyli się ku końcowi. I choć panowie budowlańcy wkrótce nas opuszczą, przed nami całe mnóstwo decyzji co do wykończenia wnętrz i ustawienia mebli i przydasiów. Na razie obrazy i lustra stoją na ziemi czekając na to, by w końcu zaplanować dla nich miejsce. W oknach pozbawionych rolet i karniszy "wiszą" prowizoryczne zasłony zatknięte za framugi. Czekają aż znajdzie się czas na wizyty w sklepach i pomysł jak te okna ozdobić. Stosiki książek omijane slalomem też czekają - powoli klaruje mi się myśl, jak je tematycznie podzielić i rozlokować. A także, które z nich oddać do biblioteki czy sprzedać.

W tym całym rozgardiaszu, potrzeba otaczania się czymś pięknym jest szczególnie odczuwalna. Dopiero przebywanie w nieładzie pokazuje mi, jak kojąco na życie wpływa ład i piękno. O ile szybciej jestem się w stanie zrelaksować czy zasnąć, gdy wokół mnie panuje harmonia rzeczy.

Dlatego, gdzie to tylko możliwe ustawiam małe kąciki z ładnymi rzeczami, żeby choć patrząc w tamtą stronę móc wyobrazić sobie, że przebywam w pięknym pomieszczeniu. Ustawiony na stoliku w sypialni dzbanuszek z różami i bladoniebieski lampion dają mi posmak nadmorskich wakacji i pozwalają nieco oderwać się od remontu.

Jak to dobrze, że można sobie tak na szybko wyczarować coś miłego wokół siebie!

Kiedy patrzę na ten kącik, myślę o uchodźcach. Od miesięcy koczują wśród namiotów i blaszanych kontenerów, nie mają swoich ulubionych rzeczy, nie wiedzą gdzie tego wieczora przyjdzie im zasnąć. O tych dzieciakach, które musiały zostawić swoje ukochane zabawki i kocyki. O tych kobietach, które gromadzone latami pledy i serwety musiały porzucić na zatracenie.
Musi im być bardzo ciężko!





piątek, 24 czerwca 2016

Ojejej!


Ale się porobiło! Wiem, że tematy polityczne rzadko goszczą na naszych blogach, ale być może i Was poruszyła wiadomość o Brexicie.  
Nie wiem, czy będąc Brytyjką zagłosowałabym za czy przeciw opuszczeniu wspólnoty. Nie wiem, czy bycie w Unii ostatecznie jest pozytywne czy nie. 
Ale wiem, że czasy są niespokojne i na takie szczeliny w tamie czeka wiele złych ludzi i organizacji. I obawiam się, co teraz będzie. Autentycznie się obawiam.

Powiedzcie, co o tym sądzicie? Jakie są Wasze odczucia po tym, co stało się w Wielkiej Brytanii?


czwartek, 23 czerwca 2016

Nasiona Chia - pierwsza próba


Próbowałyście już posiłków z nasionami Chia (szałwii hiszpańskiej)? Ja dopiero od paru dni mogę powiedzieć, że tak. Bardzo mnie intrygowały zdjęcia w Waszych blogach i w czasopismach, gdzie w rozmaitym ujęciu widać było te małe kuleczki.

W zeszłym tygodniu stołowałam się poza domem i wśród deserów do wyboru zauważyłam piękne słoiczki z nasionami Chia i borówkami. Zaryzykowałam i .... zakochałam się. W tamtym wydaniu Chia zrobione były w mleku kokosowym, więc  delikatnie smakowały kokosem. Jak doczytałam potem w domu, dowiedziałam się, że samo nasionko nie ma smaku i przyjmuje smak tego, w czym zostanie rozrobione. Ale nie smak a jego właściwości są najważniejsze - całe mnóstwo białka i błonnika.

Kupiłam paczuszkę na jarmarku z nasionami i spróbowałam. Do rozrobienia użyłam zwykłego, lekko ciepłego mleka. Wsypując do niego nasiona należy energicznie mieszać łyżką lub trzepaczką, żeby się nie porobiły grudki. A po odstawieniu do spęcznienia na 2-3 godziny, można już zjadać je solo (smakuje trochę jak budyń) lub z czymś.

Tu na moich zdjęciach dodałam do deseru płatków owsianych i poziomek. A całość ulokowałam w słoiczkach z Biedronki, które świetnie się do tego nadają.

Oj, czuję, że będzie to będzie nowa kulinarna przyjaźń na długo!

Jeśli nie próbowałyście - zachęcam. Jeśli już znacie te nasiona - będę Wam wdzięczna za pomysły, jak je u siebie wykorzystujecie. Ciekawa jestem, co jeszcze można robić z tych małych nasionek.


czwartek, 16 czerwca 2016

Moje przaśne upodobania


Przyznam się szczerze, że choć bardzo lubię eksperymenty w kuchni i posiłki w restauracjach z obcą kuchnią, często z sentymentem wracam do przaśnych polskich potraw. I to takich najprostszych, niemal ubogich.

Lubię ziemniaki w mundurkach ze śledzikiem lub twarożkiem, lubię kapuśniak z grubo pokrojonymi ziemniakami, lubię knedle z owocami i bułką tartą spieczoną na masełku, a moim ulubionym daniem jest kasza gryczana. Zwykła kasza posolona, podana z łyżeczką masła i zsiadłym mlekiem. Mniam, mniam! Na szczęście lubi ją też mój mąż i często sobie serwujemy ten frykas.Ten smak i zapach kojarzą mi się z dzieciństwem. Podobnie jak polewka mojej babci (zupa z kwaśnego mleka i śmietany, podawana z krojonym białym twarogiem i pajdą chleba), której nie potrafię robić a za którą tęsknię.

A Wy? Macie swoje ulubione polskie smaki? Takie, do których z sentymentem wracacie?

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Wyniki zabawy


Witajcie! Dziś zza mopa (powoli ekipa remontowa się wycofuje, a ja sunę za nimi z wiadrem i szmatą) spieszę donieść, że czas zapisów na rozdawajkę minął. Bardo dziękuję wszystkim, którzy zaciekawili się gazetką i wazonem. A osobą, która dostanie paczkę jest Zadziergana Owieczka.

Gratuluję serdecznie! Czekam na adres zwyciężczyni i już zaczynam myśleć o kolejnych fantach na następną rozdawajkę. Trzymajcie się ciepło!

czwartek, 9 czerwca 2016

Różowe meble ogrodowe


Temat krążył, przyznaję, od dwóch lat. Różowe meble w cudzych ogrodach podobały mi się bardzo, ale nie miałam odwagi zadziałać we własnym.
W końcu kupiłam pędzel i farbę i wciągu dwóch godzin zrobiłam to, czego nie umiałam przez dwa lata. Przemalowałam nasz stolik i ławy. A z rozmachu jeszcze zabrałam się za stare krzesło, które nie miało już siedziska. Jak widać, znakomicie sprawdza się teraz jako stojak na donicę z kwiatami.

Nie mogę powiedzieć, żeby ta zmiana wywołała zachwyt męża. Ale po pierwszym szoku pojawiła się tolerancja połączona z bezradnością wobec żony, która musi ciągle coś zmieniać. Biedak, nie ma łatwo - bo moje pomysły nie zawsze dają się zrealizować bez wsparcia męskiego ramienia (i narzędzi). Ale co tam! Życie jest za krótkie na stagnację, są pomysły - trzeba je realizować.

Co sądzicie o takim aranżu?