piątek, 3 maja 2013
Tablica do dziewczęcego pokoju
Dziecko rośnie, a w raz z nim rośnie liczba "ważnych spraw" i "przydasiów". Nic dziwnego, że mała korkowa tablica nieco większa od kartki z bloku przestała wystarczać. Trzeba było znaleźć bardziej rozwojowe rozwiązanie. I tak oto od wczoraj w pokoju córci wisi tablica, której rozmiaru nie powstydziłaby się średniej wielkości parafia czy szkoła. Duża brązowa rama została oszlifowana i pomalowana na waniliowo metodą suchego pędzla. Wnętrze to zakupiony w sklepie budowlanym korek. A ponieważ to rzecz do pokoju dziewczynki, korkową taflę ozdobiłam kwiatkami z farby naniesionej stemplem z kartofla.
czwartek, 2 maja 2013
Kto ukradł słońce?
A miało być tak pięknie! Mówili w Wiadomościach, że kto mieszka na południu ten będzie cieszył się piękną majówką. Przecież mieszkam na południu! Gdzie to słońce? Gdzie te temperatury? Ogród tonie w deszczu, ptaki zamilkły, a po wrocławskim rynku snują się tylko najdzielniejsi turyści. W niedzielę moja córcia idzie do Komunii. Czy powinnam poszukać białych kaloszków?
środa, 24 kwietnia 2013
Wiosenne kwiaty do domu marsz!
Parę dni temu znów wybrałam się na wrocławską giełdę kwiatową. Mogłabym tam siedzieć codziennie i cieszyć oko kolorami, a nozdrza zapachami kwiatów. Ostatnio w jakimś filmie usłyszałam porównanie, które bardzo pasuje do moich uczuć dla tego miejsca: "czuję się tam jak wampir w stacji krwiodawstwa". :) Nic dodać, nic ująć. Trzeba się tylko cieszyć, że płacić tam można wyłącznie gotówką, więc gdy ta się skończy (u mnie trwa to około kwadransa) odpada pokusa obciążenia konta kredytem. Nakupowałam pelargonii, goździków, storczyków i ... pomidorów. Te ostatnie szczególnie muszą poczekać do Zimniej Zośki, bo to delikatne stworzenia. Zdobią więc na razie kuchenną podłogę i czekają na lepsze czasy.
Za dwa tygodnie znowu wstanę o piątej i pojadę ledwie żywa szukać wśród hal wypełnionych różami i liliami krzewu oleandra, który marzy mi się od dawna.
niedziela, 21 kwietnia 2013
Tablica z korków
Korek od wina...ile miłych skojarzeń! Do tego piękny kształt, ciekawa faktura i miły sercu napis. Nic dziwnego, że tak szkoda go wyrzucić. Dla wszystkich, którzy tak jak ja nie mogą pożegnać się z korkami, krótki kurs przygotowania tablicy na domowe ogłoszenia.
Krok 1 - Przygotowujemy powierzchnię. Może to być stara tablica korkowa, jak na zdjęciu, ale też każda inna sztywna powierzchnia np. deska. Przecieramy ją wilgotną ściereczką lub odkurzamy.
Krok 2 - Zebrane wcześniej korki przekrawamy wzdłuż na dwie połowy. Czynność nie jest łatwa, toteż dobrze ją zlecić jakiemuś mężczyźnie.
Krok 3 - Układamy sobie te połówki na przygotowanej wcześniej powierzchni. Warto zaburzyć grzeczny szyk i czasem układać je w pionie a czasem w poziomie. Lepiej nie przyklejać korków od razu, bo może okazać się, że gdzieś powstaną luki nie do wypełnienia.
Krok 4 - Kiedy efekt jest zadowalający, podklejamy korki - jeden po drugim - klejem do drewna.
Krok 5 - Na naklejone korki kładziemy deskę i obciążamy ją. Dzięki temu wszystkie ładnie przykleją cię do powierzchni.
Potem zostaje już tylko znalezienie zastosowania dla takiej tablicy. Ja powiesiłam ją na bocznej ścianie kuchennej szafy i wykorzystuję na notatki i inne papierzyska.
środa, 17 kwietnia 2013
Serducho na dzień dobry
Na naszych drzwiach wejściowych zawisło serce w wiosennym przyodziewku. Kupiłam je w zeszłym roku w Duce i na różne sposoby ubieram, zależnie od pory roku i humoru. Tym razem kolorowe wstążeczki miały przegonić zimę, gdyby stanęła pod drzwiami i chciała znów u nas pomieszkać ;)
wtorek, 16 kwietnia 2013
Terrakotowe słońce
Kiedy tak zaświeciło wiosenne słońce, przypomniała mi się wycieczka do Włoch sprzed kilku lat. W jakiejś toskańskiej wsi napotkaliśmy olbrzymi skład materiałów do ogrodu. Na dużym placu, na spalonej słońcem trawie leżały setki słońc i księżyców z terrakoty. Za nimi - także terraktowe - elfy, anioły, dzbany, amfory - czego dusza zapragnie. A wszystko wygrzane we włoskim słońcu. Na tych cudach wylegiwały się leniwie jaszczurki i tylko na moment pierzchały, kiedy przechodziłam obok, by z tego morza piękna wyłowić jakąś pamiątkę. Wybrałam słońce. Dziś wisi na altanie w ogrodzie i przypomina mi tamten wakacyjny dzień.
piątek, 12 kwietnia 2013
Francuskie rożki na gwałt
Zawsze trzymam w lodówce rolkę ciasta francuskiego. Można z nim robić praktycznie wszystko - nadaje się i do pikantnych wypieków i jako forma deseru. A jego największą zaletą jest to, że daje się wykorzystać szybko i bez problemów. Toteż służy często jako deska ratunkowa na różne niespodziewane wizyty lub ataki wilczego głodu.
To apetyczne zdjęcie przedstawia spore stadko rożków z czekoladą. A robi się je tak prosto, że aż głupio się tym chwalić. Rozwijam rolkę francuskiego ciasta, wycinam je nożem w kształt trójkątów. Na każdy trójkąt, u jego podstawy, kładę zależnie od wielkości jedną lub dwie kostki mlecznej czekolady. Potem zawijam ciasto w zwężający się rulon i lekko dociskam wierzchołek trójkąta do zrolowanej reszty. Wkładam na paręnaście minut do piekarnika (220 stopni). I gotowe.
Łasuchy, które tak jak ja, nie potrafią poczekać aż rożki przestygną, powinny przygotować sobie kubek zimnej wody do studzenia poparzonego płynną czekoladą jęzora ;)
niedziela, 7 kwietnia 2013
Mleczne bułeczki z sezamem
Rozkręciłam się jak dziadowski bicz. Kupne pieczywo już mnie nie cieszy. Wolę swoje. Znalazłam nawet szereg korzyści, które przemawiają za własnymi wypiekami. Po pierwsze primo - człowiek wyżyje się przy ugniataniu, więc potem jest spokojniejszy i milszy dla rodziny. Po drugie primo - można zaimponować przyjaciołom i wywołać miłe sercu komplementy. Po trzecie - zapach drożdżowego długo unosi się w domu i jest trwalszy od klasycznych "poprawiaczy powietrza". O łechtaniu własnego podniebienia cieplutkim wypiekiem nie wspomnę. Są też wady (obżarstwo!) ale po co być tak szczegółowym! ;)
Dziś zatem przepis na pyszne bułeczki. Potrzebne będą:
- 1/2 kilograma mąki
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżeczka cukru
- 250 ml letniego mleka
- ćwierć kostki świeżych drożdży (25 g)
- sezam lub mak do posypania (można się też obyć bez posypki)
Drożdże i cukier rozrabiamy w połowie kubeczka letniego mleka. Odstawiamy na kwadrans. Mąkę mieszamy z solą. Dodajemy do niej rozczyn z drożdży oraz resztę mleka. Elegancko i z pasją wyrabiamy. Potem odstawiamy całość pod ściereczką na trzy kwadranse. Na blasze rozkładamy pergamin i z wyrośniętego ciasta formujemy podłużne bułki (ciasto warto przedtem jeszcze raz wyrobić). Mnie wychodzi 17 sztuk. Potem przykrywamy je ściereczką na pół godziny. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na ok. 25-30 minut. Żeby oczekiwanie się nie dłużyło, szykujemy na stole dżemy, sery i masełko. Parzymy pyszną kawę i zwołujemy rodzinę.
A potem już tylko degustujemy, czy też - jak mówią moje dzieci - "delikatesujemy się"!.
czwartek, 4 kwietnia 2013
Szachownica do kawki
Do kawki, wiadomo, musi się przylepić jakieś ciasteczko. Tym razem przylepiła się pyszna krucha szachownica, którą serdecznie polecam. Zadanie wypieku można śmiało zlecić dzieciom, bo dwukolorowe ciasto można, jak plastelinę, zestawiać ze sobą w dowolnych konstelacjach.
Potrzebne będą:
- 250 g mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 jajko
- szczypta soli
- 80 g cukru
- 125 g masła
- 2 łyżki gorzkiego kakao
Ze wszystkich składników, prócz kakao, ugniatamy szybko ciasto. Dzielimy je na dwie części. Do jednej z nich dodajemy kakao i chwilę ugniatamy, żeby wyszła jednolita brązowiutka masa. Oba ciasta owijamy folią i na pół godziny wkładamy do lodówki. Po tym czasie nastawiamy piekarnik na 200 stopni, a oba ciasta formujemy w grube na palec wałeczki. Kładziemy obok siebie wałek czarny i biały, a na nich dwa kolejne - biały na czarnym i czarny na białym. Dociskamy całość do siebie i kroimy tak powstałego "węża" w plastry nie grubsze niż pół centymetra. Plastry wykładamy na papierze do pieczenia i pieczemy ok kwadransa. Akurat tyle, żeby zdążyć naparzyć kawkę i ubić mleko. ;)
środa, 3 kwietnia 2013
Zwierzęcy letarg
Wiosna jaka jest, każdy widzi. Od tygodni mamy minusowe temperatury. Dziś we Wrocławiu drobny śnieg tnie po twarzy. Nic dziwnego, że zwierzaki postanowiły przespać przedwiośnie. Zalegają w okolicach kaloryferów czy kominka i nie dają się dobudzić.
wtorek, 2 kwietnia 2013
Ręczniczki ozdobione tasiemką
Nudy na pudy, pogoda pod psem. Ręce, które z powodu zalegającego śniegu nie mogły znaleźć zatrudnienia przy pracach ogrodniczych, trzeba było czymś zająć. Zajęły się więc ozdabianiem ręczniczków do rąk. Takie najprostsze białe ręczniczki z Ikei wyglądały dość mdło. Po ozdobieniu ich bawełnianą tasiemką zdecydowanie zyskały na urodzie. Mała rzecz, a cieszy!
czwartek, 28 marca 2013
piątek, 22 marca 2013
Maski z gliny
Moje dzieciaki postanowiły powiesić w przedpokoju, przy wejściach do swoich pokojów, gliniane maski. Każde zrobiło własną. Zdaje się, że mają one być ostrzeżeniem dla nieproszonych gości. Kto wie, czy nie chodzi o mnie i tatusia :), Tak czy inaczej, maski całkiem udane, więc z przyjemnością wrzucam je do oglądania.
Maska zrobiona przez syna
Maska córy
Maska zrobiona przez syna
Maska córy
środa, 20 marca 2013
Szafeczka na przyprawy
Od dłuższego czasu zastanawiałam się, gdzie zamknąć słoiczki z przyprawami. Dotąd stały na półeczce chętnie poddając się działaniu kurzu. Chciałam włożyć je do zamykanej szafki i uwolnić się od żmudnego sprzątania. Niestety duża witrynka nie wchodziła w grę, a niczego małego z drzwiczkami nie udało mi się kupić. W końcu, jak u pomysłowego Dobromira, nowy pomysł zastukał mi do głowy. Postanowiłam wykorzystać skrzynkę po winie.
Wykorzystałam taką potrójną, sosnową. Najpierw ją przetarłam papierem ściernym, potem pomalowałam na waniliowo metodą suchego pędzla. W końcu ozdobiłam paskiem z gliny ozdobionej motywem koronki.
wtorek, 19 marca 2013
Chlebuś, chlebulek
Kto jeszcze nie próbował, niech koniecznie zacznie....piec w domu swój osobisty chlebek. Nie ma nic milszego, niż ten powalający zapach, który unosi się po całym domu. To masło, które roztapia się po ciepłej grubo ukrojonej kromce. A do tego jeszcze rozgryzanie tych rozmaitych ziarenek, które sobie hojną ręką sypię do środka i po wierzchu. Ech. Żyć nie umierać.
piątek, 15 marca 2013
Ostatni śnieg
Śnieg, szczególnie po pięciu miesiącach obecności, może przygnębiać. Jednak ten, który wczoraj napadał we Wrocławiu był po prostu przepiękny. Puchaty i skrzący się jak tęcza. Do tego świeciło piękne słońce. I choć żal tych zasypanych śniegiem tulipanowych listków, trzeba szczerze przyznać, że i zima może być cudna. I niech już sobie taka cudna odejdzie do historii tego sezonu. Niech się nie zamienia w pośniegowe błoto, niech nie miesza śniegu z deszczem. Taką ją chcę pożegnać. Jak na tych obrazkach.
środa, 13 marca 2013
Kartki pchają się na warsztat
Do Świąt jeszcze kilkanaście dni. Jeśli mam coś wysłać, muszę przysiąść do tego już. Przyjrzałam się zatem swoim papierowym zasobom i wydziergałam dziś trzy pocztówki świąteczne. Po trzeciej wena mnie opuściła ale mam nadzieję, że jeszcze zechce wrócić bo te trzy sztuki mnie absolutnie nie uratują.
wtorek, 12 marca 2013
piątek, 8 marca 2013
8 marca wśród tulipanów
Drogie babeczki!
Życzę Wam cudownego kobiecego dnia i tego, żeby te tłumy mężczyzn objuczonych dziś różami i tulipanami pojawiały się w naszych domach i biurach częściej niż raz do roku!
wtorek, 5 marca 2013
Już za chwileczkę, już za momencik
Kiedy patrzę za okno, widzę topniejące w rowach resztki śniegu, pierwsze listeczki tulipanów wychodzące z ziemi, przypomina mi się piosenka zaczynająca bajkę o Pankracym "Już za chwileczkę, już za momencik...".
Dodałabym tylko zakończenie :...pierwsze dni wiosny będziemy święcić. Jak na razie wystarczyć mi musi moja domowa orchidea. Ale wiem, że już wkrótce zastąpią ją ogrodowe krokusy, żonkile i prymulki w doniczkach.
Dodałabym tylko zakończenie :...pierwsze dni wiosny będziemy święcić. Jak na razie wystarczyć mi musi moja domowa orchidea. Ale wiem, że już wkrótce zastąpią ją ogrodowe krokusy, żonkile i prymulki w doniczkach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





.jpg)
.jpg)
.jpg)































