czwartek, 11 lipca 2013

Pierwsze CANDY

Dojrzałam do Candy. Nie wiem wprawdzie, czy czas jest najlepszy, bo pewnie wszystkie siedzicie na urlopach sącząc drinki i z obrzydzeniem myśląc o zaglądaniu do komputerów. Niemniej jednak próbuję.

W mojej paczuszce znajdują się:
- świeżutki numer wakacyjnego magazynu o wnętrzach "Casa Chic" (po włosku, ale głównie składający się z pięknych i inspirujących obrazków)
- 2 serca z gliny czekoladowego koloru made by me (czyli unikaty)
- pachnące mydełko w kształcie kupidyna(kupione na giełdzie kwiatowej)



Zasady: Wszystkie osoby, które chcą wziąć udział w Candy proszone są o: - umieszczenie na swoim blogu (jeśli takowy posiadają) poniższego obrazka - zostawienie komentarza pod niniejszy postem zawierającego pięcio-składnikową receptę na prawdziwy relaks
(Każdy ma własną więc nie ma błędnych odpowiedzi ;) )
Candy trwa do końca sierpnia. A już pierwszego września, kiedy wrócicie z dziećmi ze szkół czy przedszkoli, wyniki będą na moim blogu. Powodzenia!

Włoskie wspomnienia

Ach, chwila moment i już po urlopie. Wróciłam właśnie z pięknych Włoch, gdzie ciało cieszyło się ciepłem i dobrym winem, a duch widokami. Jak to się dzieje, że w pełnym słońcu nawet obdrapany mur i zardzewiały płot wyglądają pięknie? Że zwykły pomidor staje się ucztą, a kubek kawy kilkugodzinnym relaksem?

I jak to się dzieje, że w kiosku z gazetami w malutkim miasteczku jest więcej czasopism wnętrzarskich niż w polskich salonach prasowych w największych miastach? Weszłam i oniemiałam. Z tego oniemienia mój wakacyjny budżet mocno ucierpiał, bo kupiłam sobie sporo tytułów i aktualnych i archiwalnych. Kupiłam też jeden dodatkowy numer wakacyjnego "Casa Chic" - pisma, które najbardziej przypadło mi do gustu. I który to wrzucam do mojego candy!

A już wkrótce wspomnieniowe zdjęcia z Włoch!

niedziela, 7 lipca 2013

Crafting a meaningfull home



Dziś ostatnia książka z mojego wypadu do TKK Max. Pełna ciekawych pomysłów na wykorzystanie tkanin, sznurków, szkła czy fotografii. Do każdego pomysłu jest nie tylko zdjęcie ale i sposób realizacji krok po kroku. A w tle historie autorów tych pomysłów i ich skupieniu na relacjach z innymi i pielęgnowaniu wspomnień. Kupiłam dwie takie, więc już dziś zapowiadam, że jedna z tych książek będzie moim jesiennym candy!







poniedziałek, 1 lipca 2013

Piękna książka - pamiętnik



Dziś prezentuję drugą "zdobycz" książkową. Tym razem jest to piękny notes/pamiętnik wydany przez Ryland Peters & Small. Wewnątrz strony do zapiania opatrzone klimatycznymi zdjęciami oraz przegródki, na których znajdują się śliczne zdjęcia i sentencje dotyczące życia, rodzicielstwa, relacji. Nie wiem jeszcze, jak wykorzystam ten notes. Może na zapiski dotyczące podróży lub przepisy kulinarne?







czwartek, 20 czerwca 2013

Cudne zdobycze książkowe



Poszłam po sukienkę, a wróciłam z książkami! Mamy we Wrocławiu sklep sieci TKK Max. Są tam różnego rodzaju markowe i ubrania i trochę akcesoriów domowych. Nie wiedziałam, że są także książki. A szkoda, okazuje się, bo jak już okryłam półkę z książkami (ale tam był bałagan!), znalazłam kilka skarbów. Dziś prezentuję pierwszą z nich.

To książka adresowa londyńskiego wydawnictwa PaperStyle, z pięknym płóciennym grzbietem i jeszcze piękniejszymi zdjęciami wewnątrz. Aż nie mogę się doczekać wypisywania pocztówek świątecznych!











środa, 19 czerwca 2013

Konfitura różana



Czerwiec to czas kwitnięcia róży jadalnej (tzw. pomarszczonej) - pięknej i wybornej na przetwory. Ja co roku robię kilka słoiczków konfitury różanej, której potem używam do pączków, babeczek i ciast. Wygląda pięknie, pachnie jak milion dolarów i wystarczy tylko czubek łyżeczki, by nadać aromatu całej babeczce.

Jak zrobić taką konfiturę? Po pierwsze należy zebrać płatki, najlepiej do południa z nie-w-pełni rozwiniętych kwiatów. Wieczorem płatki są już pomarszczone i mniej jędrne. Ponieważ krzaków różanych mam niewiele, zbieram takie płatki przez kilka dni i trzymam je w szczelnie zamkniętym pojemniku w lodówce.



Kiedy uzbiera się spora miska, ok. 1/4 kilograma, przystępuję do ataku. Przepłukuję płatki na durszlaku wrzątkiem a następnie zimną wodą. Tę czynność powtarzam trzykrotnie. Potem odciskam wodę z płatków i przesypuję je do miski.



Następnie w kubeczku mieszam pół szklanki cukru z sokiem z jednej cytryny. W misce mieszam je z płatkami. W międzyczasie nastawiam w garnku szklankę wody (najlepiej źródlanej) i wsypuję do niej 1 1/2 szklanki cukru.



Kiedy woda się zagotuje, wsypuję do niej płatki i na lekkim ogniu mieszając gotuję je ok. 30 minut, aż zmienią kolor i zaczną opadać na dno.




Taką konfiturę przelewam do słoiczków. Żeby słoiczki uszczelnić, trzeba je okryć ręcznikiem (bez odwracania do góry dnem) i trzymać w cieple, aż wystygną. Można też trzymać je do czasu wykorzystania w lodówce.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Czosnek



Zdarzyło mi się ostatnio kilka razy natknąć na niemal bezwonny czosnek. Całe to zjawisko brałam "na klatę" czyli na siebie, myśląc że przyczyną jest katar sienny. Dopiero siostra uświadomiła mnie, że to może być czosnek z Chin i że lepiej kupować rodzimy czyli europejski.

Jak go odróżnić? Czy ktoś podpowie?

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Uroda słoiczków



Zwyczajny słoiczek ma tyle zastosowań! Można z niego zrobić lampion na drzewo, uzupełnić wnętrze kolorowymi kamykami, przechowywać w nim ciekawe drobiazgi, czy zastosować jako mini wazon. Przyznam się, że zdarza mi się często kupić sok, dżem czy pasztet tylko i wyłącznie z powodu urodziwego słoika.



Podzielcie się pomysłami, jak ciekawie wykorzystać pusty słoik.

Szafka na buty w wersji white



Hmm, ile to już lat? Dziesięć, jedenaście? Właśnie próbuję sobie przypomnieć, od jak dawna mam tę sosnową szafkę na buty. W każdym razie na tyle długo, by patrzeć na nią krzywym okiem. Zamiast jednak wymienić ją na nową próbowałam najpierw zobaczyć, jak prezentowałaby się pociągnięta białą farbą. Oczywiście metodą suchego pędzla, która ostatnio za mną "chodzi".

Okazuje się, że nie jest łatwo zeszlifować do żywego drewna taki sosnowy mebel. Toteż malując ją jasną farbą czułam, że gdzie nie-gdzie farba nie będzie dobrze trzymać. Jednak efekt wyszedł na tyle zadowalający, że jeszcze przez kilka lat szafka nam posłuży. Wymieniłam też gałki, na ceramiczne, kupione w sklepie indyjskim. Już dwie osoby myślały, że szafka jest nowa, co poczytuję sobie za komplement ;)





niedziela, 9 czerwca 2013

Deszcz za oknem



Kapie i kapie, czasem nawet grzmi. Zimą czytałam w prognozach długoterminowych, że ta wiosna będzie wyjątkowo upalna i piękna. Szkoda, że się nie sprawdziły. Chodzę rano w kaloszach oglądać powojniki i hortensje, których kwitnienia nikt nie oklaskuje. Dereń wyciąga do mnie swoje mokre listki i prosi o odrobinę uwagi. A ja nic - przelotnie rzucam okiem, otrzepuję parasol i lecę do domu.

środa, 5 czerwca 2013

Szałwia w kuchni

Kiedy wprowadziliśmy się do naszego domu, na ogródku rosło kilka krzaków szałwii lekarskiej. Pomyślałam sobie wtedy, że to chyba za dużo jak na nasze sporadyczne problemy z gardłem. Dobrze jednak, że jakiś głos wewnętrzny nie pozwolił mi tych krzaczków wyrzucić bo dziś szałwia króluje w naszym domu na różne sposoby.

Oczywiście robię z niej napar do płukania bolącego gardła. Parzę też herbatę z szałwii, która okazuje się być skuteczną pomocą przy odchudzaniu i kłopotach z woreczkiem żółciowym. Ponoć jest także pomocna przy zmęczeniu.

Dzięki książkom o Toskanii, szałwia pokazuje się także na naszych talerzach. I tu chciałabym podpowiedzieć dwie proste metody na aromatyczny przysmak. Po pierwsze - chrupki z szałwii. Należy oberwać kilkanaście lub więcej listków szałwii. Opłukać je i obsuszyć. Następnie maczać w roztrzepanym lekko posolonym jajku (można dodać szczyptę mąki) i rzucać na rozgrzany olej. Powstają pyszne chrupeczki, które można spożywać solo albo wraz z sałatką z pomidorów.



Druga prosta potrawa to omlet z szałwią. Początek jest podobny. Przygotowujemy jajko pod kątem omletu. Ubijamy białko, dodajemy żółtko i solimy. Maczamy szałwię w jajku i lekko podsmażamy. Potem jednak zalewamy resztą jajka i taki omlet smażymy z obydwu stron.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Serduszkowe wieszaki



Nigdy nie wiadomo, która wycieczka do sklepu po zwyczajne zakupy skończy się tryumfalnym powrotem ze skarbem w siatce. Powędrowałam sobie do Pepco kupić dziecku rajstopy, a wróciłam z kilkoma ładnymi (i tanimi) wieszaczkami.

Wieszaki z wyprofilowanej w kształt serca blachy świetnie nadają się do każdego domowego pomieszczenia. U mnie znalazły swoje miejsce w kuchni przy szafce na przyprawy. Będą służyły do zawieszania ziół i czosnku, a kto wie - może i pęta wiejskiej kiełbasy?