środa, 12 czerwca 2013
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Uroda słoiczków
Zwyczajny słoiczek ma tyle zastosowań! Można z niego zrobić lampion na drzewo, uzupełnić wnętrze kolorowymi kamykami, przechowywać w nim ciekawe drobiazgi, czy zastosować jako mini wazon. Przyznam się, że zdarza mi się często kupić sok, dżem czy pasztet tylko i wyłącznie z powodu urodziwego słoika.
Podzielcie się pomysłami, jak ciekawie wykorzystać pusty słoik.
Szafka na buty w wersji white
Hmm, ile to już lat? Dziesięć, jedenaście? Właśnie próbuję sobie przypomnieć, od jak dawna mam tę sosnową szafkę na buty. W każdym razie na tyle długo, by patrzeć na nią krzywym okiem. Zamiast jednak wymienić ją na nową próbowałam najpierw zobaczyć, jak prezentowałaby się pociągnięta białą farbą. Oczywiście metodą suchego pędzla, która ostatnio za mną "chodzi".
Okazuje się, że nie jest łatwo zeszlifować do żywego drewna taki sosnowy mebel. Toteż malując ją jasną farbą czułam, że gdzie nie-gdzie farba nie będzie dobrze trzymać. Jednak efekt wyszedł na tyle zadowalający, że jeszcze przez kilka lat szafka nam posłuży. Wymieniłam też gałki, na ceramiczne, kupione w sklepie indyjskim. Już dwie osoby myślały, że szafka jest nowa, co poczytuję sobie za komplement ;)
niedziela, 9 czerwca 2013
Deszcz za oknem
Kapie i kapie, czasem nawet grzmi. Zimą czytałam w prognozach długoterminowych, że ta wiosna będzie wyjątkowo upalna i piękna. Szkoda, że się nie sprawdziły. Chodzę rano w kaloszach oglądać powojniki i hortensje, których kwitnienia nikt nie oklaskuje. Dereń wyciąga do mnie swoje mokre listki i prosi o odrobinę uwagi. A ja nic - przelotnie rzucam okiem, otrzepuję parasol i lecę do domu.
środa, 5 czerwca 2013
Szałwia w kuchni
Kiedy wprowadziliśmy się do naszego domu, na ogródku rosło kilka krzaków szałwii lekarskiej. Pomyślałam sobie wtedy, że to chyba za dużo jak na nasze sporadyczne problemy z gardłem. Dobrze jednak, że jakiś głos wewnętrzny nie pozwolił mi tych krzaczków wyrzucić bo dziś szałwia króluje w naszym domu na różne sposoby.
Oczywiście robię z niej napar do płukania bolącego gardła. Parzę też herbatę z szałwii, która okazuje się być skuteczną pomocą przy odchudzaniu i kłopotach z woreczkiem żółciowym. Ponoć jest także pomocna przy zmęczeniu.
Dzięki książkom o Toskanii, szałwia pokazuje się także na naszych talerzach. I tu chciałabym podpowiedzieć dwie proste metody na aromatyczny przysmak. Po pierwsze - chrupki z szałwii. Należy oberwać kilkanaście lub więcej listków szałwii. Opłukać je i obsuszyć. Następnie maczać w roztrzepanym lekko posolonym jajku (można dodać szczyptę mąki) i rzucać na rozgrzany olej. Powstają pyszne chrupeczki, które można spożywać solo albo wraz z sałatką z pomidorów.
Druga prosta potrawa to omlet z szałwią. Początek jest podobny. Przygotowujemy jajko pod kątem omletu. Ubijamy białko, dodajemy żółtko i solimy. Maczamy szałwię w jajku i lekko podsmażamy. Potem jednak zalewamy resztą jajka i taki omlet smażymy z obydwu stron.
Oczywiście robię z niej napar do płukania bolącego gardła. Parzę też herbatę z szałwii, która okazuje się być skuteczną pomocą przy odchudzaniu i kłopotach z woreczkiem żółciowym. Ponoć jest także pomocna przy zmęczeniu.
Dzięki książkom o Toskanii, szałwia pokazuje się także na naszych talerzach. I tu chciałabym podpowiedzieć dwie proste metody na aromatyczny przysmak. Po pierwsze - chrupki z szałwii. Należy oberwać kilkanaście lub więcej listków szałwii. Opłukać je i obsuszyć. Następnie maczać w roztrzepanym lekko posolonym jajku (można dodać szczyptę mąki) i rzucać na rozgrzany olej. Powstają pyszne chrupeczki, które można spożywać solo albo wraz z sałatką z pomidorów.
Druga prosta potrawa to omlet z szałwią. Początek jest podobny. Przygotowujemy jajko pod kątem omletu. Ubijamy białko, dodajemy żółtko i solimy. Maczamy szałwię w jajku i lekko podsmażamy. Potem jednak zalewamy resztą jajka i taki omlet smażymy z obydwu stron.
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Serduszkowe wieszaki
Nigdy nie wiadomo, która wycieczka do sklepu po zwyczajne zakupy skończy się tryumfalnym powrotem ze skarbem w siatce. Powędrowałam sobie do Pepco kupić dziecku rajstopy, a wróciłam z kilkoma ładnymi (i tanimi) wieszaczkami.
Wieszaki z wyprofilowanej w kształt serca blachy świetnie nadają się do każdego domowego pomieszczenia. U mnie znalazły swoje miejsce w kuchni przy szafce na przyprawy. Będą służyły do zawieszania ziół i czosnku, a kto wie - może i pęta wiejskiej kiełbasy?
wtorek, 28 maja 2013
Kwiaty akacji w cieście
Maj obdarowuje nas na tak wiele sposobów. Wszystko kwitnie i pachnie dookoła. Co więcej - niektóre z tych pięknych i pachnących kwiatów to także doskonały przysmak! W zeszłym roku przyłapałam moich znajomych na masowym obrywaniu kwiatów akcji. Podzielili się wtedy ze mną przepisem na pyszny majowy deser - akacjowe kwiaty w cieście. Dziś ja dzielę się z Wami.
Po pierwsze trzeba wybrać się do parku po kwiaty. Najlepiej by były to świeże, pozbawione zbrązowień kwiatostany. Urywamy całe kwiatowe gałązki, nie obrywamy pojedynczych kwiatków.
Umyte i dobrze wysuszone kwiaty (nadal z całą gałązką) maczamy w lekko posłodzonym cieście naleśnikowym. Może ono być nieco gęstsze niż zazwyczaj, żeby kwiatki dobrze się oblepiły. Takie kiście rzucamy na rozgrzaną i lekko natłuszczoną patelnię. Po chwili przewracamy na drugą stronę. A potem, trzymając za patyczek i kładziemy na talerzach. Można opruszyć je cukrem pudrem lub ozdobić śmietaną. I tak, trzymając za patyczek, spożywamy. Tym razem patyczek ma zostać w ręku, podczas gdy reszta znika :)
poniedziałek, 27 maja 2013
2000 gości
Ojej, ani się obejrzałam, a tu już dwa tysiące osób zechciało odwiedzić mój blog. Cieszę się każdą Waszą wizytą. Aż trudno uwierzyć, skąd są moi goście - to już nie tylko Polska czy Europa, ale też Izrael, Peru, Kolumbia, USA. Pewnie to nasze krajanki, żyjące gdzieś tam, na dalekiej obczyźnie. Jak to dobrze, że Internet pozwala nam wszystkim, bez względu na miejsce zamieszkania, dzielić się swoimi inspiracjami i pomysłami na udane życie. Trzymajcie się i jeszcze raz - dzięki za Wasze wizyty!
niedziela, 26 maja 2013
Keep calm and....
Na wielu portalach, blogach, koszulkach można zobaczyć charakterystyczną koronę i hasło zaczynające się od "Keep calm". Ponoć autorem pierwszego posteru był rząd brytyjski, który chciał podtrzymać ducha swoich obywateli wystraszonych nalotami powietrznymi w czasie Drugiej Wojny Światowej.
Dziś możemy zobaczyć kolejne odsłony tego hasła jako różne lifestylowe deklaracje bardziej poważne
i poważne trochę mniej. :)
No i oczywiście:
piątek, 24 maja 2013
Stopklatka
Ach, gdyby tak można zatrzymać ten czas choć na trochę. Rozciągnąć go jak gumę, zwolnić, cokolwiek - byle móc dłużej cieszyć się majem! Wokół wszystko kwitnie, ludzie uśmiechają się do siebie, nawet politycy mniej zajadle atakują przeciwników. Wiosna wokół i wiosna w sercach.
A tymczasem praca nie chce zaczekać i zamiast siedzieć w ogródku i wystawiać jak słonecznik twarz do słońca, siedzę w papierach i opalam się od monitora. Plisssss - niech się to wszystko choć raz dziennie choć na dwie godziny zatrzyma! Tyle mi wystarczy, żeby nacieszyć się dniem.
środa, 22 maja 2013
Ładne cacuszka
Miło jest siedząc przy stole zawiesić oko na czymś urodziwym. Czas powyciągać z szafek i witrynek różne ładne cacuszka i cieszyć się nimi. A najlepiej co parę dni zmieniać sobie taką "wystawkę", żeby nam się nie opatrzyła.
czwartek, 16 maja 2013
"Zielono nam w głowie"
Kazimierz Wierzyński
Zielono nam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.
Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.
poniedziałek, 13 maja 2013
"Stwórz dom dla siebie"
Z okazji swoich bardzo okrągłych urodzin stałam się szczęśliwą posiadaczką świeżutko wydanej przez Muzę książki pt. "Stwórz dom dla siebie" autorstwa Clare Nolan. Coś pięknego! Książka cacuszko! Mnóstwo inspiracji do aranżowania pięknego wnętrza, zabawy detalami, eksponowania piękna przedmiotów. Jest tam nie tylko wiele cudownych zdjęć, ale i bardzo dobrze czytające się teksty osoby, która dzieli się swoimi spostrzeżeniami na wnętrza. Książkę można czytać, przeglądać, smakować i co tam kto jeszcze sobie życzy!
czwartek, 9 maja 2013
Pies i kot pod jednym dachem
"Jak pies z kotem" w cale nie musi oznaczać domowej tragedii. Postanowiłam opowiedzieć, jak udało się nam pogodzić te dwa gatunki. Rok temu, jako szczęśliwi posiadacze czteroletniego sznaucera, postanowiliśmy przygarnąć kociątko. Gorączkowo szukałam wtedy w internecie wszelkich informacji od osób, którym udało się takie karkołomne przedsięwzięcie. Niestety nie było tego wiele, stąd pomysł by opisać swoje doświadczenia.
Po pierwsze kupiłam psu kaganiec. Już to było wyzwaniem, bo nasz pies nigdy w życiu nie miał na sobie kagańca. Zakładaliśmy mu go przez kilka dni, codziennie na paręnaście minut.
Pojechaliśmy po kotka. Wzięliśmy ze sobą torbę na kota i tam wyścieliliśmy mu legowisko kocykiem z miejsca jego narodzin, żeby zapach matki dał mu poczucie bezpieczeństwa.
Po przyjeździe kotek spoczął na kocu koło mnie, a psa (w kagańcu) wzięłam na kolana, żeby czuł się ważny. Robiliśmy tak kilka razy dziennie, a potem kota separowaliśmy w innym pokoju, żeby pies nie miał do niego dostępu.
Przez pierwszych kilka dni pies w czasie kontaktu z kotem stawał nad nim spięty i nastroszony. Mimo swego miłego charakteru wyglądał na takiego, który chciałby zagryźć rywala przy pierwszej okazji. Nie reagował na bodźce np. nasze nawoływanie, karmienie przysmakami itp. Przy najmniejszym ruchu kota pies warczał i przygniatał go. Próbował też rozpaczliwie ściągnąć kaganiec. Prawdę mówiąc byłam załamana i myślałam już, że popełniliśmy błąd.
W końcu po paru dniach pies zaczął "odpuszczać". Dalej bacznie przyglądał się kotu, ale reagował też na dzwonek do drzwi i na nasze nawoływania. Zaczęliśmy ściągać mu kaganiec w momentach, kiedy byliśmy obok zwierzaków. Potem kładliśmy je obok siebie na kanapie i pilnowaliśmy, żeby w razie ruchu kota, pies nie reagował nerwowo.
Minęło kolejnych parę dni. Zwierzaki zaczęły chodzić swobodnie obok siebie. Nie pozwalaliśmy kotu podchodzić do psiej miski ani jego legowiska.
I tak, krok po kroku udało się ułożyć sobie życie w nowym składzie. Dziś kot "rządzi" psem. Gramoli się na jego legowisko, wylizuje po nim miskę a od czasu do czasu pozoruje ofiarę polowania uciekając po podwórku a potem dając się upolować psu. (Po takim polowaniu pies trąca go nosem i zachęca do dalszej gonitwy).
Kot i pies na jednej podusi - cudowny widok. I - jak widać po naszych doświadczeniach - całkiem realny. :) a
środa, 8 maja 2013
Gliniana ręka
Z przyjemnością prezentuję glinianą dłoń, jaką zrobił mój syn. Jest naturalnej (czyli dziecięcej) wielkości i zawisła na ścianie jego pokoju służąc jako haczyk na słuchawki.
piątek, 3 maja 2013
Tablica do dziewczęcego pokoju
Dziecko rośnie, a w raz z nim rośnie liczba "ważnych spraw" i "przydasiów". Nic dziwnego, że mała korkowa tablica nieco większa od kartki z bloku przestała wystarczać. Trzeba było znaleźć bardziej rozwojowe rozwiązanie. I tak oto od wczoraj w pokoju córci wisi tablica, której rozmiaru nie powstydziłaby się średniej wielkości parafia czy szkoła. Duża brązowa rama została oszlifowana i pomalowana na waniliowo metodą suchego pędzla. Wnętrze to zakupiony w sklepie budowlanym korek. A ponieważ to rzecz do pokoju dziewczynki, korkową taflę ozdobiłam kwiatkami z farby naniesionej stemplem z kartofla.
czwartek, 2 maja 2013
Kto ukradł słońce?
A miało być tak pięknie! Mówili w Wiadomościach, że kto mieszka na południu ten będzie cieszył się piękną majówką. Przecież mieszkam na południu! Gdzie to słońce? Gdzie te temperatury? Ogród tonie w deszczu, ptaki zamilkły, a po wrocławskim rynku snują się tylko najdzielniejsi turyści. W niedzielę moja córcia idzie do Komunii. Czy powinnam poszukać białych kaloszków?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































