środa, 23 listopada 2016

Domowe biuro cz. 1


Powoli się wykluwa - moje własne domowe biuro. Jak wiecie, prowadzę własną firmę i pracuję w domu. Przez pierwszych siedem lat działalności moje "biuro" mieściło się w zaadoptowanym na ten cel pokoju w suterenie naszego domu. I choć urządziłam je ładnie, a przez okno wpadało sporo światła, nie lubiłam tam być. To pomieszczenie mnie przygnębiało.
Potem na półtora roku wynajęłam pokój w biurowcu. Ten dla odmiany był aż za bardzo słoneczny (latem było tam 29 stopni). Ale nie to mnie zniechęciło.

Doceniłam pracę z domu, gdzie podczas klepania w komputer można przy okazji nastawić pranie, upiec chleb, a w ramach przerwy wyjść z psem na spacer. No i oczywiście praca w domu daje możliwość wykonania części prac siedząc z komputerem na tarasie czy w ogrodzie. Dobrze mi z tym, a i dzieci są bardziej dopilnowane.

Więc (czy można zdanie zacząć od "więc"?) wróciłam do domu i postanowiliśmy trochę go przebudować, żeby wygospodarować dodatkowy pokoik na biuro. Nasz dom od strony ulicy miał olbrzymi taras. Wychodziłam na niego dokładnie cztery razy w roku, żeby go posprzątać lub powiesić dekoracje świąteczne. Na co nam taras od ulicy, jeśli mamy ogród? Postanowiliśmy więc powiększyć o niego bryłę domu,  a wydłużony w ten sposób salon podzielić i uzyskać niewielki pokoik na biuro. Biuro wychodzi na ogród. Salon zaś zostawiliśmy od strony ulicy, bo tam niemal przez cały dzień operuje słońce.

I tak zaczęło się powolne urządzanie biura-gabinetu. Chciałabym, żeby biuro miało indywidualny charakter. Żeby było w nim dużo rzeczy wywołujących miłe skojarzenia i przez to tworzących dobrą aurę do pracy i do przesiadywania tu w ogóle.

Będę Wam powoli pokazywać rezultaty tych prac. Dziś zacznę od biurka.


Biurko zrobiłam z maszyny, która ma za sobą poważną historię. Nogi pochodzą od kolegi mojego taty, który spłonął w swoim domku letniskowym kilka lat temu. Rodzina pozbywając się tego, co po domku zostało, ofiarowała te nogi tacie, a tato mnie. Pan, który spłonął miał wspaniałego czujnego psa. Rano, w dniu pożaru, zawiózł go do kliniki weterynaryjnej, gdzie pies został na kilka dni.
Czy historia potoczyłaby się inaczej, gdyby pies był w domku ze swoim panem? Czy ostrzegłby go przed ogniem?

Do nóg przytwierdziłam kupiony w Castoramie i pomalowany na prawie-biało blat. Piszę prawie-biało, bo robię mieszankę farb, która lekko "trąci" magnolią czy budyniem.


Na biurku stoją różne przydasie. Są tam zrobione przeze mnie decoupage'm w nuty skrzyneczka na kalendarze (moje kalendarze wypchane są różnymi ważnymi karteczkami - jak widać) oraz pojemnik na długopisy. Drugi pojemniczek na długopisy to kupiony na pchlim targu garnuszek w serca. Między nimi brązowa skrzyneczka od Mikołaja, w której trzymam szalenie kolorowe spinacze biurowe (mała rzecz, a cieszy!)

Jest też stary kałamarz, jaki na pchlim targu znalazł mój tato. Kałamarz był uwalany atramentem, ale udało się go trochę doczyścić, a resztę zamalować bielą i złotem. Na kałamarzu spoczywa wieczne pióro. Kupiliśmy sobie nawzajem takie pióra z mężem na pierwszą rocznicę naszego ślubu.
Mają dożywotnią gwarancję, tak jak i - mam nadzieję - nasz związek.





No i jeszcze widok za oknem. Mój kawałek globu. Ogródek, altanka z okiennicami i terrakotowym słońcem. Przez okno widzę ptaki, które przylatują do karmników. Niektóre zaglądają do mnie przez okno przysiadając na elewacji. Latem, przez liście mojego orzecha przemykają się różne odcienie zieleni.

Dobrze siedzi się przy tym biurku. Jest jasno i przytulnie, a gdy mam ochotę na relaks wystarczy spojrzeć przed siebie i mrugnąć okiem do wróbla czy modraszki. Od razu się uśmiecham!

P.S. Dziewczyny, zapraszam na Candy i na dzielenie się swoimi ulubionymi tytułami książek i filmów, które poprawiają humor!


3 komentarze:

  1. Piękny zakątek do pracy stworzyłaś. Mama w domu to skarb dla dziecka. Pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń
  2. Aldonko, super kącik biurowy. Bardzo przytulny i pełen wspomnień :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super biurko!! Jego dół strasznie przypomina mi podstawę maszynę do szycia mojej babci, która ma już dobrych ponad 100 lat.

    OdpowiedzUsuń