piątek, 7 października 2016
Pęczak z brokułami
Już nie raz wspominałam, że lubię proste, przaśnie potrawy. I dziś, przy piątku, prezentuję kolejną z nich. A jest to mianowicie pęczak z brokułami i słonecznikiem. Uwielbiam orzechowy aromat pęczaku. Już samo zestawienie pęczak-podrumieniony słonecznik jest dla mnie wspaniałym posiłkiem i bazą do różnych innych dań. Dziś nieco go wzbogaciłam.
Do ugotowanego pęczaku dodaję kilka łyżek podrumienionego słonecznika. Na wierzch kilka różyczek podgotowanego brokuła (nie lubię zbyt miękkiego). Całość polewam rozgrzaną oliwą, do której w czasie podgrzewania dodałam też zmielony pieprz i suszoną bazylię.
To danie jest też pyszne w wersji z makaronem zamiast pęczku. Wtedy całość można dodatkowo obsypać parmezanem.
UWAGA! UWAGA!
Dwa słodkie psiaki szukają domu. Załączam ich zdjęcie i link do pełnej informacji
poniedziałek, 3 października 2016
Wyniki zabawy
Drogie Moje! Bardzo Wam dziękuję za udział w mojej zabawie oraz podzielenie się swoimi "szyciowymi" pomysłami. Nadszedł czas rozwiązania i wyłonienia trzech osób, do których wyślę paczuchy wypełnione przydasiami dla szyjących.
Tym razem karteczki z nazwiskami bądź ksywkami powtykałam w bukszpanową kulę....
.... z której maszyna losująca (czyli jedenastoletnie i bardzo przejęte swoją rolą słonko) wylosowała trzy karteczki.
I tak oto znamy zwycięzców! Tym razem los uśmiechnął się do Pchełki, Anity M. i Rudej! Serdecznie gratuluję!
Dziewczyny, skontaktujcie się ze mną pod adres aldikaldi@gmail.com. Powiem Wam, jakimi kolorami dysponuję, żebyście mogły dobrać najlepsze dla siebie przydasie.
A już teraz zapraszam na kolejną zabawę, która wystartuje jeszcze w tym miesiącu.
piątek, 30 września 2016
Do kawusi - czyli kilka gazetek do przejrzenia przez weekend
Nie wiem, czy będzie słonecznie czy deszczowo. Ale mam nadzieję, że znajdę chwilę w ten weekend, by przy kawce poprzeglądać sobie jesienne gazetki wnętrzarskie. Zapraszam Was do przejrzenia ich ze mną! (linki poniżej)
Nich to będzie dla nas wszystkich wspaniały weekend. Wycieczka, pieczenie ciasta, mycie okien, strzyżenie trawnika, grzybobranie, odwiedziny przyjaciół - cokolwiek będziecie robić, niech Was to ogromnie raduje!
PS Przypominam też, że to ostatni moment, by wziąć udział w moim Candy dla szyjących i początkujących.
At Home - Jesień
Real Homes - Październik
Country Living - Październik
czwartek, 29 września 2016
Uroda drobiazgów - podkładka pod notatki
Podkładka pod notatki, dawno temu kupiona w TK Max, stanęła na parapecie i nagle wraz z orchideą-rekonwalescentką oraz wypełnionym po brzegi flamastrami garnuszkiem zaczęła tworzyć całkiem przyjemną dla oka całość.
Wymieniam jedynie na niej obrazki i dzięki temu mam coś w rodzaju mini-parapetowej-galerii. Ten obrazek tutaj, z hinduską dziewczynką siedzącą na głowie smoka, opatrzony jest cytatem Martina Luthera Kinga
"Najbardziej niezmiennym i ważnym pytaniem życia jest to: Co robisz dla innych?"
wtorek, 27 września 2016
Chleb z oliwą i oliwkami
Witajcie! Dziś będzie trochę śródziemnomorsko. Jeśli lubicie tamtejsze klimaty, jestem pewna, że ten oto tu chlebuś z oliwą i oliwkami przypadnie Wam do gustu. Mnie bardzo smakuje i solo z masełkiem i w połączeniu z sałatkami
A zatem, co trzeba zgromadzić, to:
- 330 g mąki
- 1/2 kostki drożdży
- 1/2 łyżeczki cukru
- 75 ml oliwy z oliwek
- 1 łyżeczkę soli
- pół małego słoiczka czarnych oliwek (ok. 80 g)
Mąkę wsypać do miski, a do wgłębienia na środku wlać drożdże rozrobione w 100 ml ciepłej wody. Lekko zamieszać i odstawić pod przykryciem na kwadrans. To sobie trochę "popracuje" i lekko wyrośnie. Wtedy dodać pozostałe składniki, z wyjątkiem oliwek i uczciwie wyrobić na gładkie ciasto. Przykryć i odstawić na kolejne 40 minut.
Oliwki (z wyjątkiem dwóch lub trzech) pociąć na plasterki (ok. 4 plasterki z 1 oliwki) i obtoczyć lekko w mące. Połączyć z wyrośniętym ciastem. Ciasto uformować w bochenek i wyłożyć na blachę posmarowaną tłuszczem lub wyłożoną papierem. Świetnie sprawdza się dół naczynia żaroodpornego (choć przykrywka też może być fajną formą). W bochenek wetknąć pozostałe oliwki przekrojone na pół. Wstawić na 30 minut do piekarnika nagrzanego do 200 stopni.
A potem już tylko czekać....
czwartek, 22 września 2016
Powrót
Trzy tygodnie minęły jak krótka chwila. Tak się bałam, czy wytrzymam tak długo bez rodziny i z samą sobą jako jedynym towarzystwem. Nie powiem, tęsknota za najbliższymi była dokuczliwa, ale i wartościowa. Dziś, dzięki temu, z rozczuleniem robiłam kanapki do szkoły i pogwizdywałam przy wieszaniu prania.
Bardzo mi ten wyjazd dużo dał, jeśli chodzi o podejście do samej siebie. Dobrze mi było z własnymi myślami, dobrze z czasem wolnym, który sobie zagospodarowywałam według własnego uznania. Pod każdym względem podratowałam siebie. Okłady i inhalacje podreperowały ciało, a książki, filmy i rekolekcje - ducha.
Sporo też pozwiedzałam i zachęcam Was serdecznie do odwiedzenia Szczawnicy.
Po pierwsze dla jej rzek: wspaniałego potoku Grajcarek oraz majestatycznego Dunajca. W Grajcarku wygrzewają się pstrągi, nachalne kaczki proszą o jedzenie, a wczasowicze brodzą w chłodnej wodzie czy wręcz masują plecy siadając pod kaskadami wody. Dunajec wije się pełen gracji pomiędzy pięknymi górami, a na jego brzegu można spotkać kormorany i czarne bociany.
Szczawnica to także piękna architektura, spadziste dachy, ażurowe balustrady i dużo uroczych detali.
No i jeszcze ta okolica! Szlaki krótsze i dłuższe - Palenica, Bacówka pod Bereśnikiem z drogą krzyżową (Przy stacji VII były kwiaty. Żal za grzechy?), Biała Woda, Wąwóz Homole. Jest w czym wybierać!
Miałam przedłużone wakacje tego roku. Naładowałam akumulatory i z radością zabieram się za codzienne sprawy!
środa, 14 września 2016
Magiczny skansen pana Jana
Dzięki poleceniu naszej koleżanki-blogerki prowadzącej blog "Utkane z pasji" (dzięki za kontakt, Kochana!) trafiłam
do magicznego miejsca na obrzeżach Szczawnicy. W domu przy ul. Szalaya 96 pan
Jan Malinowski ratuje od zniszczenia i zapomnienia stare przedmioty codziennego
użytku.
W domu po babci, który wyremontował, zbiera i
prezentuje wszystkim zainteresowanym wszystko, co udało mu się znaleźć i
odratować. Mamy zatem kącik rzeźniczy (topory, noże, prasy do mięsa, korytka do
peklowania), kącik maselniczy i serowarski (maselnice, cebrzyki, prasy do
serów, ubijaczki). A także kącik piekarski, szewski, przędzalnię i obróbkę
drewna. Są też fragmenty starych balustrad, które dziś chętnie pożyczają od niego na wzór osoby budujące domy w starym stylu.
Każdy przedmiot jest wyczyszczony, ułożony koło sobie podobnych. Wiele
z nich ma historię, którą zna pan Jan. Wie też bardzo dużo o technikach powstawania przedmiotów.
Pokazuje maselnice - dłubanki, zrobione z jednego kawałka drewna i maselnice
klepkowe. Albo drewniane łyżki w różnych stadiach powstawania - od kawałka
pieńka, przez z grubsza ociosany kształt aż po pięknie wykończoną łyżkę. W kolekcji ma garnki drutowane i łatane. Sama
pamiętam, jak za mojego dzieciństwa wóz cygański zaprzęgnięty w starą szkapę
raz w tygodniu zajeżdżał na naszą uliczkę. A stary Cygan krzyczał: "garnki
drutuję, łatam, prostuję. Szmaty skupuję".
Centrum domu stanowi stara izba, w pełni wyposażona. Jest tam łoże wykładane wieloma poduchami i kołdrami, otoczone obrazkami świętych. Jest piec w aureoli garnków i patelni.
Na honorowym miejscu wisi zdjęcie pradziadka pana Jana. Sam pan Jan (bardzo zresztą podobny do swojego protoplasty) fotografować się nie chciał, bo - jak powiedział - był nieogolony.
W sieni stoją kosze i żarna, z wyżłobionym JHS.
To, co mnie urzekło w tym staruszku, to autentyczna miłość
do staroci. Przemierza okolicę wzdłuż i wszerz, podpytuje ludzi o stare
przedmioty. Ten da mu pojedynczy stary kierpiec, ów tarkę do chrzanu wykonaną
przez dziadka. Na giełdach staroci i targowiskach wychwytuje zakurzone,
niechciane przedmioty i nadaje im blasku. Odwiedza skupy metali, by ocalić od
zniszczenia stare balie i patelnie.
Miłość do przedmiotów, którą poczuł jako
dziesięcioletni szkrab, przerodziła się w prawdziwą pasję i kolekcjonerstwo.
Wystarczy zapytać o jakikolwiek przedmiot, by wyzwolić potok słów o jego
pochodzeniu, zastosowaniu, alternatywach. Jak z rękawa pojawiają się stare
nazwy: sąsiek (skrzynia na narzędzia ale też część stodoły), kozub (torebka z
kory do zbierania jagód), kaganek (gliniana lampka oliwna)
Niemal dwie godziny słuchałam jak urzeczona jego opowiadań.
A pan Jan uwijał się jak w ukropie, żeby to zapalić mi jakieś światło, to
uchylić drzwi na strych, to ułatwić dojście do jakiegoś kąta.
Czy to nie wspaniałe, że tacy ludzie istnieją i wkładają
tyle serca w ocalenie niechcianych już przedmiotów? Jeśli będziecie w Szczawnicy, polecam,
wstąpcie do pana Jana. A jeśli Wam się spodoba, zapytajcie o skarbonkę i
wrzućcie tam jakiś grosz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















































